BARBARA TEKIELI

« Małopolska zaskakuje wielką różnorodnością smaków, tradycji, obrzędów i krajobrazów. Jest też regionem silnie zróżnicowanym pod względem etnicznym. Jej wyróżnikiem są skarby kultury i natury oraz niezwykli ludzie od stuleci pielęgnujący barwne lokalne zwyczaje i folklor. »

 

Zabytkowe drewniane budownictwo, wpisane w nasz rodzimy krajobraz, najlepiej zachowało się w Małopolsce. Tutaj znajduje się najdłuższy odcinek Szlaku Architektury Drewnianej w kraju (z aż 255 cennymi obiektami). W tym regionie na odkrycie czeka także wspaniałe podziemne królestwo, jakie tworzą historyczne kopalnie soli. Zachwycić potrafi również małopolska przyroda. Dwa tutejsze parki narodowe – Babiogórski i Tatrzański – uznano za rezerwaty biosfery UNESCO. Jedną z największych atrakcji turystycznych jest spływ przełomem Dunajca.

 

Główny ośrodek regionu, królewski Kraków, został pierwszą w historii Europejską Stolicą Kultury Gastronomicznej. Wyróżnienie to na 2019 r. przyznała mu Europejska Akademia Gastronomiczna. Z tej okazji odbędzie się wiele wydarzeń promocyjnych i edukacyjnych z udziałem międzynarodowych gwiazd sztuki kulinarnej. Zdecydowanie warto zatem zawitać do Małopolski.

 

KULINARNE CENTRUM EUROPY

Już w X w. na wzgórzu wawelskim działała pierwsza winnica w Polsce. Smak krakowskiego obwarzanka, symbolu miasta, doceniła królowa Jadwiga. Ponad 600-letnią historię wypieku i sposób jego przygotowania można poznać w czasie warsztatów w Żywym Muzeum Obwarzanka niedaleko Starego Kleparza. Pierogi św. Jacka znane są w Krakowie od średniowiecza, a chleb prądnicki gościł niegdyś na królewskich stołach. Słynna maczanka krakowska, przysmak tutejszych fiakrów, była popularna już w XVII stuleciu.

 

Do najbardziej rozpoznawalnych deserów można zaliczyć sernik krakowski, wadowicką kremówkę oraz wyroby z Cukierni Cichowscy, działającej nieprzerwanie od 1945 r. Wśród tych ostatnich królują ciasteczka grylażowe i nugat wysyłany do Watykanu papieżowi Janowi Pawłowi II. Kraków pojawił się w prestiżowych przewodnikach Michelin i Żółtym Przewodniku Gault&Millau Polska. Osiem krakowskich restauracji otrzymało rekomendację Slow Food Polska.

 

W ramach projektu Europejska Stolica Kultury Gastronomicznej 2019 odbędzie się wiele interesujących wydarzeń. Zaplanowano m.in. kongres gastronomiczny, spotkania krakowskich szefów kuchni i gwiazd światowej gastronomii. Polską sztukę kulinarną ma również promować transmitowane przez internet wirtualne gotowanie – przyrządzanie różnych potraw zaprezentują jednocześnie rozmaite restauracje.

 

Rok 2019 i kolejne lata będą obfitować w mnóstwo imprez. Do stałych wydarzeń zaliczają się Krakowskie Zapusty, sierpniowy Festiwal Pierogów czy ścieżki kulinarne organizowane w ramach m.in. festiwalu Opera Rara czy Jarmarku Świętojańskiego. W maju planowane jest Święto Obwarzanka. W 2019 r. (według planów z początku marca br.) Kraków ma gościć duże międzynarodowe imprezy: Kraków Terroir (w połowie września) i kongres gastronomiczny z udziałem wybitnych szefów kuchni (23 października).

 

Z MIŁOŚCI DO WINA

Funkcjonowanie winnicy na Wawelu w X w. ujawniły prowadzone na wzgórzu badania archeologiczne. Największy rozkwit polskiego i małopolskiego winiarstwa przypadł na okres od XIV do XVI stulecia. Kameduli krakowscy rozpoczęli uprawę winogron dopiero na początku XVII w. Dzięki dobrze nasłonecznionym stokom osłoniętym Lasem Wolskim i glebom o odpowiednim składzie winorośle w sąsiedztwie klasztoru rozwijały się bez przeszkód. Niewielka część plantacji przetrwała do dzisiaj. 

 

Właściciele krakowskiej Winnicy Srebrna Góra – Mirosław Jaxa-Kwiatkowski i Mikołaj Tyc – postanowili kontynuować dawne tradycje winiarskie Małopolski i zrealizować przedsięwzięcie nie ustępujące w niczym najlepszym europejskim wzorcom. Tak powstało niezwykłe miejsce na enoturystycznej mapie regionu. Uprawy leżą w dolinie Wisły, u podnóża bielańskiego klasztoru kamedulskiego. Winnica ta jest jedną z największych w Polsce. Na powierzchni 28 ha uprawia się 16 odmian winogron. Część terenu znajduje się na Bielanach, a część – w sąsiednich Przegorzałach. Wina produkowane są w dawnych pomieszczeniach gospodarczych klasztoru zgodnie z tradycjami kamedulskimi.

 

Zwiedzanie winnicy cieszy się coraz większym zainteresowaniem, dlatego właściciele zamierzają w połowie maja 2019 r. otworzyć pawilon degustacyjny, który powstaje z myślą o grupach zorganizowanych, a także turystach indywidualnych. W planach mają też wytyczenie ścieżek edukacyjnych. Latem br. zostanie poza tym odsłonięty pomnik św. Marcina autorstwa znanego rzeźbiarza Jerzego Kędziory.

 

Produkty z Winnicy Srebrna Góra zdobyły wiele prestiżowych nagród, m.in. na paryskiej imprezie Concours International des Vins de Gastronomie, Międzynarodowym Konkursie Win Galicja Vitis czy podczas krakowskich targów ENOEXPO. Wytwarza się tu również młode wino nawiązujące do świętomarcińskich tradycji. Od sześciu lat winnica organizuje w listopadzie Festiwal Młodego Wina, który odbywa się w Starej Zajezdni na Kazimierzu w Krakowie. 

 

BIAŁE ZŁOTO

Do największych podziemnych atrakcji Polski należy Kopalnia Soli „Wieliczka”, umieszczona w 1978 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO (widnieje na niej wraz z Kopalnią Soli Bochnia, dopisaną w 2013 r.). Funkcjonuje ona nieprzerwanie od średniowiecza. Kopalnię zwiedza się jedną z wyznaczonych tras. Trasa turystyczna, którą w 2018 r. przemierzyło niemal 1,75 mln osób, prowadzi przez blisko 3 km krętych korytarzy i 800 stopni, a kończy się na głębokości 135 m. Po drodze poznaje się historię tego miejsca, tradycje górnicze i sposoby wydobywania soli na przestrzeni wieków. Zwiedzający przechodzą przez ogromne komory (ponad 20), mijają podziemne jeziora i oglądają solne rzeźby wykonane przez artystów. Najpiękniej prezentuje się okazała Kaplica św. Kingi, która powstawała przez niemal 100 lat.

 

Dużo emocji wzbudza też Trasa górnicza przeznaczona dla osób z lepszą kondycją chcących doświadczyć trudów górniczego fachu. Pod ziemię zjeżdża się XIV-wiecznym szybem Regis, pamiętającym czasy króla Kazimierza III Wielkiego. Zwiedzanie trwa ok. 3 godz. i ma formę wycieczki dla aktywnych, dlatego należy zadbać o wygodne, nieprzemakalne obuwie. Ze względu na niskie temperatury (między 14 a 16°C) na obie trasy powinno się zabrać ze sobą ciepłe ubranie.

 

Niepowtarzalny mikroklimat kopalni wykorzystuje się w celach leczniczych. W komorach solnych prowadzi się m.in. rehabilitację pulmonologiczną. Na powierzchni wybudowano z kolei tężnię solankową, największą w tej części Polski. Wdychanie solnego aerozolu działa korzystnie na osoby z alergiami i chorobami dróg oddechowych.

 

MIASTO ANIOŁÓW I ARTYSTÓW

Mniej więcej 40 km na południowy zachód od centrum Krakowa, na stoku Lanckorońskiej Góry (545 m n.p.m.) znajduje się Lanckorona, niezwykłe miejsce na szlaku bursztynowym i Szlaku Architektury Drewnianej w Małopolsce. Część miejscowości z ruinami średniowiecznego zamku wchodzi w skład kompleksu Kalwarii Zebrzydowskiej, który widnieje na prestiżowej Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. 

 

Lanckorona została wspomniana już w XV-wiecznych kronikach Jana Długosza, ale to Kazimierz III Wielki sprawił, że zyskała na znaczeniu w pierwszej połowie XIV stulecia. Z jego polecenia wybudowano tutaj zamek, a król 31 marca 1366 r. nadał osadzie prawa miejskie, które zachowała do 1934 r. Burzliwe losy miasteczka, jego mieszkańców i historię regionu przedstawia ekspozycja w Izbie Muzealnej im. Antoniego Krajewskiego, znajdującej się w najstarszym domu przy Rynku. Do dziś Lanckorona jest ulubionym miejscem wielu twórców oraz turystów szukających ciszy i spokoju. Bywali w niej m.in. Wisława Szymborska, Andrzej Wajda czy artyści Piwnicy pod Baranami, a Marek Grechuta napisał o niej jedną ze swoich piosenek. 

 

Miejscowość urzeka małomiasteczkową atmosferą, Rynkiem z XIX-wiecznymi, drewnianymi domami z głębokimi podcieniami oraz urokliwymi uliczkami odchodzącymi od centralnego placu pod kątem prostym. Wiele domów zachowało swój niepowtarzalny charakter sprzed pożaru z 1869 r. Nieodłącznym elementem krajobrazu Lanckorony są anioły. Pojawiają się przy studniach i w oknach, w wierszach i książkach oraz jako pamiątki.

 

Do kalendarza lanckorońskich imprez kulturalnych wpisały się na stałe lipcowe Międzynarodowe Warsztaty Gitarowe z udziałem najsłynniejszych artystów, sierpniowy festiwal dla zakochanych Romantyczna Lanckorona oraz grudniowy festiwal Anioł w Miasteczku. W drewnianych willach i pensjonatach (do najstarszych należą Zamek i Tadeusz) odkryjemy wiele prac znanych gości Lanckorony, np. Jerzego Nowosielskiego, Krystyny Zachwatowicz oraz wybitnego scenografa teatralnego i malarza Kazimierza Wiśniaka, patrona wydarzeń artystycznych. W „Cafe Pensjonat” znajduje się Galeria Lanckorońska Kazimierza Wiśniaka, a w gminnej bibliotece publicznej powstała sala zbiorów jego imienia. 

 

PERŁA RENESANSU

Tarnów, drugie co do wielkości miasto Małopolski (ok. 110-tysięczne), zaskakuje nie tylko liczbą cennych zabytków, ale też wielokulturowością i malowniczym położeniem u stóp Góry św. Marcina (384 m n.p.m.). Od południa sąsiaduje z Pogórzem Karpackim. Dzięki bliskości Kotliny Sandomierskiej należy do najcieplejszych miast w Polsce i nazywany jest polskim biegunem ciepła. 

 

Według Jana Długosza nazwa „Tarnów” pochodzi od tarniny, krzewów rosnących do dzisiaj w pobliżu ruin zamku na Górze św. Marcina. Inne podania wywodzą ją od rycerza Tarna, który miał tu założyć osadę. Obecnie od kilku lat w wybranych miejscach można kupić herbatę Tarninówkę. 

 

Założycielem Tarnowa był w 1330 r. rycerz Spycimir Leliwita (herbu Leliwa), przodek rodu Tarnowskich. Lata świetności miasta przypadają na XVI w., kiedy należało ono do Jana Amora Tarnowskiego (1488–1561), hetmana wielkiego koronnego, wybitnego polityka i mecenasa sztuki. Wówczas powstało ok. 200 kamienic będących własnością bogatych kupców, a Ratusz przebudowano według projektu włoskiego artysty Jana Marii Padovana. Dziś w renesansowym budynku ratuszowym funkcjonuje oddział Muzeum Okręgowego w Tarnowie z najcenniejszą i największą w Polsce kolekcją portretów sarmackich. Z wieży rozpościera się wspaniały widok na okolicę. Ciekawostką jest zegar ratuszowy odmierzający czas od XVII stulecia, nakręcany ręcznie za pomocą korby. To najstarszy działający zegar wieżowy w Małopolsce. Ozdobą tarnowskiego Starego Miasta są renesansowe kamienice. W miejscowej XV-wiecznej Bazylice Katedralnej Narodzenia Najświętszej Marii Panny znajduje się zespół reprezentacyjnych (najwyższych w Europie!) nagrobków rodzin Tarnowskich i Ostrogskich (autorstwa Jana Marii Padovana). Nagrobek Barbary z Tęczyńskich Tarnowskiej, zmarłej młodo pierwszej żony hetmana Jana Amora Tarnowskiego, wykonany przez Bartolomea Berrecciego, zalicza się do najpiękniejszych renesansowych pomników kobiecych w Europie. W przedsionku południowym uwagę zwraca kamienny portal wzorowany na drzeworycie Albrechta Dürera.

 

W usytuowanym niedaleko katedry Domu Mikołajowskim mieści się najstarsze muzeum diecezjalne w Polsce (założone w 1888 r.) z cennymi zbiorami pozyskanymi z drewnianych kościołów Małopolski. Koniecznie trzeba także odwiedzić Muzeum Etnograficzne (oddział Muzeum Okręgowego w Tarnowie), gdzie znajduje się jedyna w Europie wystawa stała prezentująca historię i kulturę Romów. Na dziedzińcu zgromadzono oryginalne wozy cygańskie, które w lipcu biorą udział w barwnej paradzie w czasie corocznej imprezy Międzynarodowy Tabor Pamięci Romów. 

 

W mieście warto wyruszyć na wycieczkę szlakiem generała Józefa Bema (1794–1850), rodowitego tarnowianina, bohatera Polski i Węgier. Pamiątki po nim przechowuje wspomniane Muzeum Okręgowe. W Parku Strzeleckim znajduje się mauzoleum z prochami generała sprowadzonymi z Syrii w 1929 r. W galerii Panorama na dworcu kolejowym można podziwiać fragmenty Panoramy Siedmiogrodzkiej, dzieła znanego też pod nazwami Bitwa pod Sybinem, Bem i Petöfi czy Bem w Siedmiogrodzie, które powstało pod kierunkiem Jana Styki.

 

Ratusz w Tarnowie, ukończony w 1568 r., wieńczy renesansowa attyka z czerwonej cegły

© ARCHIWUMMOT

PODZIEMNA PODRÓŻ W CZASIE

Początki bocheńskiej kopalni sięgają 1248 r., ale w okolicach Bochni sól pozyskiwano już od ok. 3,5 tys. lat p.n.e. Zgodnie z legendą, gdy węgierska królewna Kinga, przyszła żona księcia Bolesława Wstydliwego i święta Kościoła katolickiego, opuszczała swoją ojczyznę, wrzuciła pierścień zaręczynowy do jednej z siedmiogrodzkich kopalni. Kiedy przyjechała do Polski, górnicy odnaleźli go w dzisiejszym szybie Sutoris. 

 

Zwiedzanie najstarszej polskiej kopalni to wyprawa przez wyrobiska usytuowane na dwóch poziomach, na 223 i 250 m głębokości. Można wybierać wśród trzech tras tematycznych. Wszystkie są równie interesujące, ale charakteryzują się różnym stopniem trudności. 

 

Dzięki trasie podstawowej z atrakcyjną podziemną ekspozycją multimedialną poznamy bliżej kopalnię i historię wydobywania w niej soli oraz dowiemy się, jak trudna bywa praca górników. Trasa przyrodnicza prowadzi przez korytarze i komory, w których ogląda się solne nacieki, wykwity i kalafiory oraz kryształy halitu fluorescencyjnego. Jej część można pokonać drewnianymi łodziami płynącymi przez Komorę 81 zalaną solanką. Najtrudniejsza jest niemal 3-kilometrowa trasa historyczna „Wyprawa w Stare Góry”, która wymaga dobrej kondycji. Zwiedzający dowiadują się na niej, jak wyglądała praca górników solnych sprzed wielu stuleci. Miłośnikom sztuki sakralnej przypadnie do gustu trasa prowadząca do 6 kaplic (przed laty było ich w kopalni ponad 30, a dzisiaj jest 7).

 

Zwiedzanie kończy się w komorze Ważyn, usytuowanej 250 m pod ziemią. To znakomite miejsce na zorganizowanie imprezy firmowej (złożona z pięciu segmentów przestrzeń ma powierzchnię 2,5 tys. m2 i pomieści blisko 500 osób). Odbywa się tu wiele wydarzeń sportowych i kulturalnych. Poza tym podziemne korytarze i komory są swoistym inhalatorium, bo powietrze jest w nich czystsze niż na powierzchni. Aby móc wdychać je nieco dłużej, warto spędzić noc w kopalni. 

 

OBRZĘDY I ZWYCZAJE

Wiele małopolskich zwyczajów wiąże się z obchodami Wielkanocy, najważniejszego katolickiego święta. Tydzień przed nią wypada Niedziela Palmowa, zwana również Kwietną lub Wierzbną. Wówczas w Lipnicy Murowanej, Tokarni i Limanowej organizowany jest konkurs na najwyższą palmę. W tym dniu pojawiają się także pucheroki. Chłopcy ubrani w kożuchy obrócone futrem na wierzch, w stożkowych czapkach ozdobionych bibułą i z osmolonymi twarzami chodzą rano po podkrakowskich wsiach, składając ludziom życzenia, za co otrzymują datki i świąteczne smakołyki. Obyczaj ten wywodzi się z dawnej tradycji kwest żaków krakowskich. 

 

Niezwykłym przeżyciem w okresie Wielkiego Tygodnia jest udział w Misterium Męki Pańskiej w Kalwarii Zebrzydowskiej, mieście założonym w pierwszej połowie XVII stulecia przez wojewodę krakowskiego Mikołaja Zebrzydowskiego (1553–1620). Rozpoczyna się ono inscenizacją sądu nad Jezusem, a kończy tradycyjną drogą krzyżową. Zespół architektoniczno-parkowy Kalwaria Zebrzydowska znalazł się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO w 1999 r.

 

W Poniedziałek Wielkanocny, zwany lanym poniedziałkiem, we wsi Dobra w powiecie limanowskim dziady ubrane w słomianą odzież i futrzane maski zatrzymują przechodniów, prosząc o datki. Tradycja ta nawiązuje do czasów, kiedy w XIII w. mieszkali tutaj jeńcy tatarscy. W okolicach Wieliczki grasuje Siuda Baba – mężczyzna przebrany za kobietę, ze sznurem korali z ziemniaków lub kasztanów i umorusaną smołą twarzą, wędrujący w towarzystwie Cygana z batem. Szuka dziewczyn, które muszą się wykupić drobnymi pieniędzmi lub całusem.

 

Królewski Kraków słynie z hejnału mariackiego nawiązującego do najazdów tatarskich. Melodia rozbrzmiewa z wieży Kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny (Kościoła Mariackiego) co godzinę. Hejnał na końcu urywa się, gdyż jak mówi legenda, kiedy pewnego razu trębacz ostrzegał mieszkańców miasta przed przybyciem Tatarów, tatarska strzała przebiła mu gardło. Pamiątką tych czasów jest też pochód lajkonika (znanego również pod nazwą konika zwierzynieckiego albo Tatarzyna). Tydzień po Bożym Ciele barwny korowód przechodzi z dzielnicy Zwierzyniec na Rynek Główny. Kto dostanie buławą lajkonika po głowie, tego szczęście nie opuści przez cały rok.

 

Znane na świecie i docenione w 2018 r. wpisaniem na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO szopki krakowskie zaczęły się pojawiać w połowie XIX stulecia. Wtedy to cieśle i murarze z okolic Krakowa, aby zimą zarobić na życie, tworzyli szopki z elementami charakterystycznej zabudowy miasta. Wielokolorowe dzieła szopkarzy można podziwiać w pierwszy czwartek grudnia pod pomnikiem Adama Mickiewicza na Rynku Głównym, a potem na wystawie w oddziale Muzeum Krakowa (do końca lutego 2019 r. posługującego się nazwą Muzeum Historyczne Miasta Krakowa). 

 

 

 

Stanisław Sala, gospodarz zagrody edukacyjnej bacówka u harnasia położonej w Marcówce

© ARCHIWUMMOT

LUDOWA SZTUKA I KUCHNIA

Podczas wycieczki Małopolską Trasą Smakoszy spróbujemy lokalnych produktów pojawiających się na licznych imprezach kulinarnych. Wybór jest naprawdę duży. Swoją tradycję mają Małopolski Festiwal Smaku czy wrześniowe Święto Suszonej Śliwki w Iwkowej i Wielkie Zatorskie Żniwa Karpiowe w Zatorze. Ciekawą inicjatywę stanowi Centrum Produktu Lokalnego w Rzuchowej koło Tarnowa. Można tutaj kupić produkty bezpośrednio od rolników oraz wziąć udział w warsztatach kulinarnych z wyrobami ekologicznymi i tradycyjnymi.

 

Aby poznać pasterskie zwyczaje górali beskidzkich, warto wybrać się do zagrody edukacyjnej Bacówka u Harnasia, położonej u podnóża wzgórza Chełm (603 m n.p.m.), z pięknym widokiem na Babią Górę (1725 m n.p.m.). Atmosfera i wystrój chaty z 1882 r. przeniosą nas w czasy, gdy na tych terenach grasowali zbójnicy. W trakcie zbójnickich szpasów nauczymy się strzelania z łuku i rzutu ciupagą, zagramy na trombicie pasterskiej i wydoimy kozę. W Drewutni, której wnętrze przypomina XVI-wieczną gospodę, spróbujemy prażuchy, zbójnickiej kulasy, kwaśnicy babiogórskiej, moskali przygotowanych na blasze i wielu innych regionalnych potraw.

 

Kolejnym wyjątkowym miejscem jest leżąca na skraju wsi Stryszawa Przytulia. Wyposażenie ponad 100-letniego, drewnianego domu krytego gontem oddaje charakter małopolskiej wsi. Gospodyni, Barbara Sojda, serwuje domowe przysmaki przygotowywane według tradycyjnych receptur, a jej mąż – Wiesław – maluje obrazy i uczy malowania zabawek i ptaszków z drewna. W okolicy warto zwiedzić Beskidzkie Centrum Zabawki Drewnianej.

 

Orawskie tradycje i świąteczne zwyczaje wyróżniają obiekt agroturystyczny i ośrodek wczasowo-kolonijny U Kazika, położony w Orawce na Orawie. Do wieczornych biesiad przy ognisku gościom przygrywa rodzinny zespół góralski. Smak tutejszych potraw – zupy śliwkowej z hałuskami, podpłomyków, zawiesistej zupy krzonówki z jajkiem i kiełbasą ze święconki, zawijańców czy tradycyjnego chleba na liściu z kapusty – pozostaje w pamięci na długo.

 

Gospodarstwo agroturystyczne „Gościna u Babci” w Zalipiu od pokoleń kultywuje zwyczaj malowania kwiatów. Gospodarze – Maria i Piotr Krokowie – dzielą się swoją wiedzą na temat zalipiańskich malowanek i kowalstwa. W okresie wielkanocnym można tu poznać tajniki zdobienia pisanek wykonywanych z wydmuszek z gęsich jaj. 

 

W Koronkarni w Bobowej pod okiem Ewy Szpili przygotujemy domowe specjały na bazie produktów zebranych z przydomowego ogródka i dowiemy się, jak powstają koronki klockowe. W miejscowości, nazywanej stolicą koronki klockowej, pod koniec lata (wcześniej na jesieni, w październiku, od 2017 r. na początku września) organizowany jest Międzynarodowy Festiwal Koronki Klockowej.

 

W Gościńcu Dworskim (zabudowania dworskie pochodzą z 1803 r.), położonym we wsi Ropa, w czasie warsztatów kulinarnych poznamy potrawy regionalne przyrządzane z produktów pochodzących z tutejszego ogrodu. Nauczymy się także, jak przechowywać i przetwarzać zioła, warzywa i owoce i wypiekać domowy chleb.

 

W leżącym w otulinie Magurskiego Parku Narodowego gospodarstwie Malowane Wierchy królują wyroby i dania wpisane na listę dziedzictwa kulinarnego Małopolski (obiekt należy do Sieci Dziedzictwa Kulinarnego Małopolska). Sylwia Pach pielęgnuje tradycje rękodzieła ludowego, w tym zdobienia pisanek wielkanocnych techniką batikową (z użyciem wosku).

 

Życie w łemkowskiej zagrodzie sprzed 100 lat, proces bicia oleju lnianego odtwarzany w starym spichlerzu i dawne zabawki prezentuje Dziubyniłka, położona we wsi Gładyszów (w gminie Uście Gorlickie) w dolinie Beskidu Niskiego. Jej gospodarze, Łemkowie Danuta i Jan Dziubynowie, opowiadają gościom o historii i zwyczajach regionu. Można tu też spróbować specjałów kuchni łemkowskiej, takich jak oplacki, knysz czy kiesełycia. 

 

Z interesującą kulturą łemkowską, w tym niezwykłymi strojami i biżuterią z drobnych, szklanych koralików, tzw. krywulką, zaznajomimy się w gospodarstwie Chyża Hani we wsi Krzywa. Jej właścicielka, Anna Dobrowolska, wprowadzi nas w tajniki sztuki kulinarnej Łemków. Domowy chleb i smalec z rydzami, hreczanyky, lewesz (zupa ziemniaczana) i kiszeniaki skusiły naprawdę wielu.

 

KURORT DLA AKTYWNYCH

Szczególne walory klimatyczne i lecznicze Krynicy-Zdroju doceniono już w drugiej połowie XVIII w., kiedy odkryto tu źródła mineralne. Rozkwit uzdrowiska przypada na czasy działalności Józefa Dietla (1804–1878), ojca polskiej balneologii. Na kuracjuszy czekają dziś cztery pijalnie oraz znakomita baza noclegowa. Oprócz stylowych willi i pensjonatów z okresu międzywojennego w uzdrowisku znajduje się kilka luksusowych hoteli spa (m.in. 4-gwiazdkowy Hotel Czarny Potok Resort Spa & Conference czy Hotel Spa Dr Irena Eris Krynica-Zdrój w takim samym standardzie), w których oferuje się zabiegi na najwyższym światowym poziomie. Rodziny z dziećmi często zatrzymują się w pobliskim Tyliczu ze względu na niższe koszty zakwaterowania i łagodniejsze stoki narciarskie.

 

Krynicę-Zdrój coraz chętniej odwiedzają również młodzi ludzie lubiący aktywny wypoczynek. Świetnie przygotowane trasy narciarskie znajdują się na Jaworzynie Krynickiej (1114 m n.p.m.). Na jej szczyt kursują cały rok wagoniki kolejki gondolowej. Idealnym miejscem dla zaawansowanych i początkujących narciarzy oraz rowerzystów jest kompleks Słotwiny Arena. Działa w nim pensjonat z restauracją i atrakcjami dla dzieci. W sezonie letnim zostanie tutaj udostępniona pierwsza w Polsce ścieżka w koronach drzew o długości 1030 m. Wyciągami krzesełkowymi należącymi do Ośrodka Narciarskiego Henryk-Ski można dostać się na szczyt Góry Krzyżowej (812 m n.p.m.). Osoby rozpoczynające swoją przygodę z narciarstwem i dzieci mają do wyboru np. Centrum Narciarskie Master Ski i Stację Narciarską TYLICZ.ski w Tyliczu. Na miłośników narciarstwa biegowego czeka m.in. pętla dla początkujących na stadionie w centrum Krynicy-Zdroju oraz profesjonalne trasy w okolicy Centrum Szkolenia „u Leśników” pod Jaworzyną Krynicką i Osady Turystycznej Domki w Lesie w Tyliczu.

 

Latem można wybrać się na spływ pontonowy czy kajakowy Popradem. Uzdrowisko warto odwiedzić w czasie jednego z interesujących wydarzeń kulturalnych lub sportowych. W połowie sierpnia słynny Festiwal im. Jana Kiepury odkrywa przed słuchaczami świat opery i operetki. Ogromnym zainteresowaniem biegaczy z całej Europy cieszy się TAURON Festiwal Biegowy odbywający się tuż po wrześniowym Forum Ekonomicznym.

 

PIĘKNO ZAKLĘTE W DREWNIE

Jedną z największych atrakcji Małopolski jest wspomniany Szlak Architektury Drewnianej (www.drewniana.malopolska.pl). To jednocześnie najdłuższa trasa turystyczno-kulturowa w regionie. Prowadzi do 255 bezcennych drewnianych obiektów, wśród których znajdują się zarówno budynki sakralne, jak i świeckie. Osiem z nich trafiło na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Ochroną organizacji objęto kościoły w Binarowej, Dębnie Podhalańskim, Lipnicy Murowanej i Sękowej (wpisane wraz ze świątyniami z Haczowa i Bliznego z terenu obecnego województwa podkarpackiego) oraz cerkwie w Powroźniku, Kwiatoniu, Owczarach i Brunarach (razem z innymi drewnianymi cerkwiami regionu Karpat w Polsce i na Ukrainie). 

 

Szlak można pokonać samochodem, rowerem lub pieszo. Zwiedzanie najlepiej zacząć od Krakowa, gdzie zachowała się jedna z najstarszych małopolskich świątyń – Kościół św. Bartłomieja Apostoła w Mogile (pierwsze wzmianki o nim pochodzą z 1329 r.). W pobliżu miasta usytuowanych jest przeszło 50 zabytkowych obiektów z trasy, w tym dwa interesujące skanseny: Muzeum Nadwiślański Park Etnograficzny w Wygiełzowie oraz Skansen Drewnianego Budownictwa Ludowego w Dobczycach.

 

Nie mniej ciekawe są okolice Tarnowa. W mieście warto zwrócić uwagę na Kościół Najświętszej Marii Panny Wniebowziętej na Burku z 1458 r. oraz kościół na Terlikówce (Kościół Trójcy Przenajświętszej) wzniesiony w latach 1595–1597. Do najciekawszych obiektów w tym rejonie należy poza tym Kościół św. Leonarda w Lipnicy Murowanej. Jego wnętrze od podłogi po sufit pokrywają polichromie. Niezwykle cenne tryptyki, zdobiące wnętrze świątyni, można podziwiać w Muzeum Diecezjalnym w Tarnowie. W kościele znajdują się ich kopie. Na szczególne zainteresowanie zasługuje także zabudowa drewniana Zalipia, wsi malowanej. Zwyczaj zdobienia chat pochodzi tutaj z końca XIX w. W domu najsłynniejszej zalipiańskiej artystki – Felicji Curyłowej (1904–1974) – działa obecnie muzeum (tzw. Zagroda Felicji Curyłowej, filia Muzeum Okręgowego w Tarnowie). W weekend po Bożym Ciele odbywa się w Zalipiu konkurs na najpiękniejszą malowaną chatę.

 

Pocztówkowe okolice Nowego Sącza i Gorlic to prawdziwa skarbnica z perełkami drewnianej architektury. Znajdziemy tu aż ponad 100 obiektów. Charakterystyczne dla tego rejonu są cerkwie łemkowskie z przepięknymi ikonostasami, często wykorzystywane obecnie przez katolików. Jedną z ciekawszych miejscowości jest Bartne, wieś leśno-łanowa (tzw. łańcuchówka) nadal zamieszkała przez Łemków. Okoliczną atrakcję stanowią też skanseny, wśród których za najcenniejszy uchodzi Sądecki Park Etnograficzny prezentujący budownictwo i kulturę grup etnicznych i etnograficznych z Sądecczyzny. Obok niego znajduje się Miasteczko Galicyjskie z zabudową typową dla Galicji z przełomu XIX i XX stulecia. Na tym tle zdecydowanie wyróżnia się wspomniana Krynica-Zdrój z drewnianymi willami w stylu przypominającym szwajcarski. Poza tym przez nią i miejscowości w jej najbliższej okolicy prowadzi interesujący Szlak Cerkwi Łemkowskich.  

 

Swoją drewnianą architekturą przyciągają również Orawa, Podhale, Spisz i Pieniny. Budynki orawskie można oglądać w Muzeum – Orawskim Parku Etnograficznym w Zubrzycy Górnej. Zakopane słynie z domów w stylu zakopiańskim. Z kolei architektura Szczawnicy charakteryzuje się XIX-wiecznymi willami i pensjonatami przywodzącymi na myśl styl szwajcarsko-tyrolski. Prawdziwą perłą tej części Szlaku Architektury Drewnianej jest gotycki Kościół św. Michała Archanioła w Dębnie Podhalańskim. Warto też zajrzeć do zbudowanej w drugiej połowie XVIII stulecia „Karczmy Rzym” w Suchej Beskidzkiej, znanej z pysznych regionalnych przysmaków. 

 

Większość obiektów położonych na trasie można oglądać z zewnątrz. Wnętrza niektórych z nich (w 2018 r. było ich 74) udostępnia się do zwiedzania w ramach projektu Otwarty Szlak Architektury Drewnianej w okresie letnim (zazwyczaj od przełomu maja i czerwca do końca września). Świątynie wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO turyści mogą odwiedzać przez cały rok. 

 

Niewątpliwą atrakcją na szlaku jest coroczny cykl koncertów Muzyka Zaklęta w Drewnie. Utwory muzyki klasycznej, dawnej i współczesnej (np. jazzowej), a także kolędy wykonują znani artyści i zespoły. Wydarzenie ma swoich wiernych fanów. Koncerty odbywają się w zabytkowych obiektach na Szlaku Architektury Drewnianej w Małopolsce.

 

KULTURALNA STOLICA TATR

Zakopane od wielu lat przyciąga nie tylko ze względu na położenie w sąsiedztwie Tatrzańskiego Parku Narodowego i imprezy sportowe, lecz także z powodu wydarzeń kulturalnych i swojej architektury. Charakterystyczny dla miasta styl zakopiański stworzył w latach 90. XIX w. Stanisław Witkiewicz (1851–1915), ojciec Witkacego, zafascynowany ludową sztuką góralską. Dziś turystów nadal urzekają miejscowe tradycje i folklor. Sercem Zakopanego są Krupówki, wzdłuż których znajdują się knajpki i restauracje z regionalną kuchnią i sklepy z pamiątkami.

 

Szczególnym miejscem w mieście jest willa Czerwony Dwór (inaczej Willa przy Kasprusiach) wzniesiona w latach 1901–1902 przez Wojciecha Roja (1839–1924) dla Oktawii Lewandowskiej. Zatrzymywali się tu m.in. Artur Rubinstein, Karol Szymanowski, Stanisław Ignacy Witkiewicz i Stefan Żeromski. Od niedawna swoją twórczość mogą prezentować w willi artyści ludowi. Obejrzymy w niej ekspozycję malarstwa na szkle i weźmiemy udział w warsztatach czy wieczorach kulturalnych. 

 

Od wiosny do końca lata w Zakopanem odbywają się liczne wydarzenia o randze międzynarodowej. Po blisko 20 latach przerwy powrócił do miasta w 2016 r. Przegląd Filmów o Sztuce. Jego pomysłodawcami byli znakomity artysta zakopiański Władysław Hasior (1928–1999) i Grzegorz Dubowski (1934–1996), należący do najciekawszych reżyserów filmów o sztuce. Organizatorami imprezy są Miasto Zakopane i Zakopiańskie Centrum Kultury. Tegoroczna, 22. edycja festiwalu odbędzie się w dniach 10–14 kwietnia. Poza konkursem zaprezentowane zostaną najlepsze z najnowszych filmów o sztuce, nagradzane na forum międzynarodowym.

 

Po raz 16 w Zakopanem zagości też Wiosna Jazzowa (od 30 kwietnia do 4 maja). To jedno z największych tego rodzaju wydarzeń muzycznych w Polsce. Warto podkreślić, że w 2012 r. dołączyło ono do grona prestiżowych imprez świętujących International Jazz Day (Międzynarodowy Dzień Jazzu, przypadający 30 kwietnia) pod patronatem UNESCO.

 

Prawdziwą ucztą dla miłośników folkloru góralskiego jest Międzynarodowy Festiwal Folkloru Ziem Górskich. Prezentują się na nim zespoły z całego świata. W 2019 r. odbędzie się już 51. jego edycja (zostanie zorganizowana w dniach 16–24 sierpnia).

 

 

 

Artykuły wybrane losowo

Kazachstan – kraina różnorodności

 

Agnieszka Szwed

www.szwedacz.com

 

Nowoczesna Astana – widok na miasto z wieżą Bäjterek w oddali

astana  10

© ARCHIWUM AMBASADY KAZACHSTANU W POLSCE

 

Tereny obecnego Kazachstanu zwane były niegdyś skrzyżowaniem Europy i Azji. To miejsce, w którym wpływy Zachodu od wieków ścierały się z kulturą orientalną i tak pozostało do dziś. Historia tego regionu to tysiąclecia migracji, a także najazdów ludów ze wszystkich stron świata. Obszar ten należał m.in. do kaganatu tureckiego, Złotej Ordy, Rosji czy ZSRR. Potężni władcy zabiegali, żeby kazachskie ziemie znalazły się w granicach ich imperiów. Działo się tak nie bez powodu.

 

Ze względu na swoją ogromną powierzchnię (ponad 2,7 mln km2)Kazachstan zalicza się do pierwszej dziesiątki największych państw świata. Mimo iż zdecydowana większość jego terytorium leży w Azji Środkowej, przez co uznawany jest za kraj azjatycki, ok. 13 proc. obszaru pozostaje w granicach Europy (tereny nad Morzem Kaspijskim, na zachód od rzeki Emba). To kraina równin i ciągnących się po horyzont stepów, piaszczystych pustyń i malowniczych pasm górskich. Nieograniczona przestrzeń od wieków przyciąga ludy pasterskie i koczownicze. Nazwa państwa pochodzi z języków starotureckiego i perskiego i odzwierciedla właśnie tę nomadyczną kulturę. „Kazachstan” oznacza „krainę wędrowców”. To terytorium niejednorodne pod względem etnicznym. Tu Wschód spotyka się z Zachodem, a wpływy głównej religii w kraju, islamu, mieszają się ze spuścizną komunistyczną z czasów Związku Radzieckiego (ZSRR), którego republiką było to państwo aż do uzyskania niepodległości 16 grudnia 1991 r.

 

Do Kazachstanu nie docierają masy morskiego powietrza, a jego wybitnie kontynentalny klimat cechują skrajności. Zimy są tutaj niezmiernie mroźne, natomiast lata – suche i upalne. Dość trudne warunki pogodowe i surowość krajobrazu mogą skłaniać do postrzegania tego kraju jako monotonnego i nieprzystępnego. I o ile podróżowanie po nim nie zawsze bywa łatwe, warto odkryć ukrytą w nim różnorodność.

 

Majestatyczny Kanion Szaryński w promieniach zachodzącego słońca

Kazachstan Szaryn1 Szwed

© AGNIESZKA SZWED/WWW.SZWEDACZ.COM

 

Kraj niesamowitych jezior

 

Kazachstan jest największym państwem na świecie pozbawionym dostępu do morza. Nie przeszkadza mu to jednak w posiadaniu własnej floty. Brak ten rekompensują inne akweny, odznaczające się niezwykłą urodą, a także wyjątkowością w skali świata.

 

Zachodnia granica kraju przebiega m.in. wzdłuż brzegów największego na świecie jeziora – Morza Kaspijskiego (371 tys. km² powierzchni). Długość wybrzeża wynosi niemal 1,9 tys. km. W drodze na wschód dotrzemy do leżącego na kazachsko-uzbeckim pograniczu Jeziora Aralskiego (nazywanego przez miejscowych Morzem Aralskim), a raczej tego, co z niego zostało. W wyniku radzieckiego programu wykorzystującego wody Syr-darii i Amu-darii do nawadniania olbrzymich plantacji bawełny, akwen zaczął wysychać i stracił ostatecznie aż ok. 90 proc. swojej pierwotnej powierzchni. Dziś znaczną część jego dawnego obszaru zajmują połacie piachu i uwięzione w nich wraki statków, przemierzających niegdyś wzdłuż i wszerz wielkie Morze Aralskie. Miejsce to znajduje się w niechlubnej czołówce ekologicznych katastrof świata i przykładów destrukcyjnego wpływu człowieka na środowisko. Obecnie organizacje i instytucje międzynarodowe (m.in. Bank Światowy) podejmują działania mające na celu uratowanie zbiornika i osiągają nawet niewielkie sukcesy. Odwrócenie tak ogromnych zniszczeń będzie jednak niezmiernie trudne, a przyszłość dawnej chluby regionu jest niepewna.

 

Wyjątkowy obszar wodny skrywa również rozległa Kotlina Bałchasko-Ałakolska. Mowa o bezodpływowym jeziorze Bałchasz (16,4 tys. km² powierzchni), które wymyka się standardowemu podziałowi zbiorników na słono- i słodkowodne. Wąski przesmyk dzielący akwen nie pozwala na całkowitą wymianę wód. Jedna z jego części pozostaje więc zasolona. Do drugiej natomiast wpływa rzeka Ili. Niesie ona ze sobą masy słodkiej wody pochodzącej z topniejących górskich śniegów.

 

Wśród miejsc, które odwiedziłam w trakcie podróży, niewątpliwie wyróżnia się Kaindy (Kajyngdy). To akwen położony w południowo-wschodniej części kraju, w jednym z pasm gór Tien-szan – Küngej Ałatau. Turkusowy odcień wody i sąsiedztwo zielonych szczytów upodabnia go do innych urokliwych jezior górskich. Jednak Kaindy jest niezmiernie osobliwe. Jego wody skrywają zatopiony las, a widok kikutów świerków wystających na powierzchnię zapada w pamięć na długo. W języku kazachskim „Kaindy” oznacza „brzozowy”, „pełen brzóz”. To niezwykłe jezioro powstało stosunkowo niedawno, w styczniu 1911 r., w wyniku trzęsienia ziemi w dolinie rzeki Czongkemin. Spadające wapienne skały stworzyły naturalną zaporę, a dno wąwozu i rosnący w nim las zostały zalane. Podziwianie zatopionych konarów utrudnia nieco temperatura wody, która nigdy nie wzrasta powyżej 6°C. Jednak widoczne z brzegu drzewa znaczące gładką taflę i tak prezentują się bardzo malowniczo. Mimo iż woda jest lodowata, ze względu na jej przejrzystość ściąga tu wielu nurków chcących podziwiać niesamowitą podwodną scenerię.

 

Podczas wyprawy nad jezioro towarzyszyły nam wspaniałe widoki, ale te w Kazachstanie mogliśmy oglądać niezmiernie często. Dość łatwo dojechaliśmy do wioski Saty, aby po kilku kilometrach minąć cmentarz, przy którym należy skręcić w drogę prowadzącą do zatopionego lasu. I tutaj zaczęły się problemy. Wypożyczony przez nas samochód nie był porządnym autem terenowym, więc wydawało nam się, że to jedna z najgorszych tras, jaką kiedykolwiek przyszło nam pokonać. Prędkość jazdy spadła do 10 km na godzinę, a każda dziura poważnie zagrażała i tak już nadwyrężonemu podwoziu. Niestety, większość wiejskich dróg w Kazachstanie wygląda w ten sposób, dlatego przy planowaniu podróży trzeba wziąć pod uwagę, że dojazd nawet do pozornie blisko położonych miejsc zajmie znacznie więcej czasu, niż można by się spodziewać. Gdy dotarliśmy do przecinającej naszą trasę płytkiej rzeki, wiedzieliśmy, że wyprawa samochodem dobiegła końca. Jakby tego było mało, widoczne na horyzoncie ciemne chmury nad wyraz szybko zaczęły nadciągać w kierunku auta. I choć uwielbiam taką pogodę, to niekoniecznie potrafię się nią cieszyć, kiedy akurat muszę rozkładać namiot. Obawialiśmy się też znacznego pogorszenia warunków na szlaku, który następnego dnia mieliśmy pokonać pieszo. Napływ zwrotnikowych mas powietrza i niewielka ilość chmur sprawiają, że powietrze jest tu latem gorące i bardzo suche. Góry rządzą się jednak własnymi prawami i jak wszędzie mogą zaskoczyć zmianami pogody.

 

Noc upłynęła nam w strugach deszczu, ale poranek zachęcał do ruszenia w drogę. Do celu zostało nam 7 km. Na tym odcinku przekonaliśmy się, że trekking nie należy najwyraźniej do ulubionych zajęć Kazachów. Nikt, dosłownie żaden z miejscowych, nie szedł pieszo, mimo iż okolica wydawała się do tego stworzona. Owszem, ostatni fragment trasy niektórzy przemierzali o własnych siłach, ponieważ nie dało się tu wjechać żadnym pojazdem. Jednak i w tym przypadku sporo osób wybierało przejażdżkę na grzbiecie konia. Piesza wycieczka wydawała się ostatecznością, choć nie wymagała zbytniego wysiłku. Na szlaku napotkaliśmy skupiska jurt i straganów, przy których można było posilić się czy napić herbaty, z czego chętnie skorzystaliśmy.

 

Kaindy nie da się okrążyć, wędrując przy linii wody. Do fragmentów brzegu prowadzą leśne ścieżki. Warto przejść kilkoma z nich, żeby zobaczyć jezioro z różnych stron, gdyż z każdej prezentuje się nieco inaczej. W drodze powrotnej część trasy pokonaliśmy autostopem, ponieważ niezbyt dobrze wyliczyliśmy zapas czasu. Z Kaindy po prostu niełatwo się rozstać.

 

Żyjąca pustynia

 

Wycieczka konna w okolicy Kaindy

Kazachstan Kaindy3 Szwed

© AGNIESZKA SZWED/WWW.SZWEDACZ.COM

 

Ok. 150 km na północny wschód od miasta Ałmaty rozpoczyna się rozległa kraina pretendująca do znalezienia się na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. To Park Narodowy „Ałtyn-Jemiel”, którego pustynno-stepowy obszar niemal z każdej strony otaczają góry. Latem temperatura bywa tutaj trudna do zniesienia nawet dla osób lubiących upały.

 

Nazwa parku związana jest z historią Mongolii. Użycie po raz pierwszy określenia, które stosuje się do dziś, przypisuje się słynnemu Czyngis-chanowi (urodzonemu między 1155 a 1162 r. i zmarłemu w 1227 r.). Według legendy, gdy w 1219 r. przemierzał te ziemie ze swoją armią i ujrzał na horyzoncie wzgórza skąpane w promieniach słońca, nazwał je „złotym siodłem”, co właśnie znaczy „Ałtyn-Jemiel”. Kiedy zatrzymał się przed wielką równiną, którą chciał wcielić do swojego imperium, użył tego wyrażenia ponownie.

 

Park zajmuje powierzchnię ponad 5,2 tys. km2, dlatego warto przeznaczyć na jego zwiedzanie więcej niż jeden dzień. Zwłaszcza że największe atrakcje, czyli tzw. Śpiewającą Wydmę, góry Aktau i Katutau dzielą od siebie znaczne odległości. Do spędzenia nocy na tym obszarze świetnie nadaje się baza strażników parkowych, będąca zieloną oazą pośrodku pustyni. Można rozstawić tutaj namiot, skorzystać z wody, a nawet z bani, sprawiającej jednak wrażenie używanej dawno temu.

 

Śpiewająca Wydma wznosi się nad płaskim, pustynnym terenem, co sprawia, że góruje nad okolicą. Przy odpowiednim wietrze rozbrzmiewa charakterystycznym dudniącym dźwiękiem. Legendy mówią, że to głosy dusz wojowników pochowanych niegdyś w tym miejscu. Latem „Ałtyn-Jemiel” staje się niemal patelnią. Temperatura sięga 40–50°C i próżno szukać tu przynoszącego ulgę cienia. Dlatego wspinaczka na wysoką na 150 m wydmę w godzinach popołudniowych okazała się zadaniem karkołomnym i zakończyła się dla nas szybciej, niż zakładały plany. Mogliśmy za to chodzić po niej w całkowitej samotności. Wszystkim wybierającym się do parku w okresie letnim polecam jednak przybycie wczesnym rankiem, gdy upał nie daje jeszcze mocno o sobie znać. W tym regionie znajduje się także pięć kamiennych kurhanów Besszatyr, będących cmentarzem i miejscem kultu starożytnych plemion zwanych Sakami (spokrewnionych ze Scytami i Sarmatami), zamieszkujących te ziemie w I tysiącleciu p.n.e. „Ałtyn-Jemiel” sprawia wrażenie rejonu nienadającego się do życia, ale to tylko pozory, gdyż zamieszkują go rozmaite stworzenia. Poza licznymi owadami występuje w tych stronach kilkaset gatunków zwierząt. Zależnie od pory roku można tu spotkać m.in. wilki szare, lisy rude, gazele czarnoogonowe, pieszczanki wielkie, koziorożce syberyjskie, osły azjatyckie (onagery), węże i jaszczurki, a nawet pantery śnieżne (irbisy śnieżne)!

 

Park wolno zwiedzać jedynie od kwietnia do października. Do wstępu na jego teren upoważniają bilety, które kupuje się w biurze w wiosce Basszi. Jeśli nie nabędziemy wejściówek, szlabany ustawione na drodze na granicy obszaru chronionego okażą się najprawdopodobniej przeszkodą nie do przebycia. Basszi to również ostatnie miejsce, w którym możemy zaopatrzyć się w zapasy wody i żywności, jeżeli nie zrobiliśmy tego wcześniej. Ich uzupełnienie w parku jest niemożliwe.

 

Kazachskie jurty charakteryzują się drzwiami zwróconymi na wschód

Kazachstan jurty Szwed

© AGNIESZKA SZWED/WWW.SZWEDACZ.COM

 

Na dnie kanionu

 

W południowo-wschodnim Kazachstanie, tuż przy granicy z Chinami, warto odwiedzić też region nietypowy dla azjatyckiego krajobrazu. W rejonie rzeki Szaryn wiatr owiewa wyłonione z morza skały już od 12 mln lat. Kanion Szaryński określany jest mianem młodszego brata słynnego Wielkiego Kanionu Kolorado w stanie Arizona w USA. Wspominając widoki na amerykański cud natury, zastanawiałam się, czy jego kazachski odpowiednik będzie mu w stanie dorównać. Nie zawiodłam się.

 

Czas naszej podróży okazał się nieco niefortunny, gdyż władze kraju wprowadziły akurat ograniczenia w poruszaniu się w strefie przygranicznej. Do odwiedzania miejsc takich jak Kanion Szaryński czy Wielkie Jezioro Ałmaty wymagane były dodatkowe pozwolenia, których wyrobienie trwałoby zbyt długo. Liczyliśmy się z tym, że możemy zostać zawróceni przed samym osiągnięciem celu. Tak się na szczęście nie stało i po wykupieniu biletów w budce strażniczej niezatrzymywani przez nikogo ruszyliśmy przed siebie. Nad krawędź kanionu przybyliśmy w idealnym momencie. Zachodzące słońce oświetlało skały w głębi, wydobywając ich barwę i fakturę. Patrzyliśmy na ten spektakl natury aż do chwili, gdy światło zgasło. Zostawiliśmy samochód na górze, a sami przypominającą serpentynę ścieżką podążyliśmy w dół wąwozu, żeby zanocować w jego wnętrzu. Do celu dotarliśmy po zmroku. Nie byliśmy w stanie ocenić miejsca, w którym rozbijaliśmy namiot. Słyszeliśmy szum przepływającej obok rzeki i wiedzieliśmy, że otaczają nas strome skalne ściany. Wygląd okolicy do rana pozostał tajemnicą.

 

Podczas schodzenia na dno kanionu spotkaliśmy strażnika, u którego wcześniej kupowaliśmy bilety. Pokazał nam, gdzie możemy się rozbić, i zaproponował, żebyśmy po rozstawieniu namiotów podeszli do pobliskiego baru. Nie spodziewałam się niczego więcej niż niewielkiej budki, w której sprzedaje się przekąski i napoje. Nie doceniłam jednak kazachskiej kreatywności. Wspomniany bar był większy, niż myślałam, a dobiegająca z niego muzyka grała znacznie głośniej, niż można by przypuszczać. Przy stołach siedziały grupki miejscowych raczących się piwem i sziszą. Również na niewielkim drewnianym parkiecie robiło się coraz gęściej. Impreza trwała w najlepsze. Okazało się, że bawią się tu głównie ludzie związani z kanionem, m.in. strażnicy czy pracownicy zaplecza turystycznego. Przyjezdnych było jak na lekarstwo. Gospodarze nie pozwolili, abyśmy siedzieli z boku. Po chwili szisza krążyła już wśród nas, zadbano także, żebyśmy zbyt często nie schodzili z parkietu. Wyobrażałam sobie, że noc upłynie nam na toczonych przed namiotem rozmowach i wsłuchiwaniu się w szum Szarynu. W ogóle nie przyszło mi do głowy, iż w takim miejscu będę uczestniczyć w dość hucznej imprezie. Prawdę mówiąc, chociaż świetnie się bawiłam, nie popieram tworzenia tego typu lokali rozrywkowych w regionach o znacznych walorach przyrodniczych. Zwłaszcza że w tej okolicy planuje się ponoć rozbudowanie infrastruktury turystycznej, a nawet postawienie centrum spa. Raczej nie kibicuję temu przedsięwzięciu, bo sam kanion jest naprawdę wystarczającą atrakcją, a im bardziej dziki i naturalny pozostaje, tym lepiej. To – oczywiście – moje zdanie i zdaję sobie sprawę, że niektórym takie udogodnienia mogą odpowiadać.

 

Kazachscy Ujgurzy

 

Wieczór upłynął nam nie tylko na zabawie, ale i na interesujących rozmowach z miejscowymi. Jak się okazało, byli wśród nich Ujgurzy. Są oni grupą etniczną pochodzenia tureckiego. Dawne ujgurskie imperium (kaganat ujgurski, chanat ujgurski), istniejące mniej więcej w latach 744–840, sięgało niemal od Morza Kaspijskiego po Mandżurię, zostało jednak podbite, a jego mieszkańcy w ciągu następnych wieków przenosili się m.in. na tereny podlegające Czyngis-chanowi i kolejnym mongolskim władcom. Ostatecznie Ujgurzy trafili pod panowanie Chińczyków. Obecnie zdecydowana większość ponad 15-milionowej populacji tej ludności zamieszkuje rozległy Region Autonomiczny Sinciang-Ujgur w północno-zachodnich Chinach. W Kazachstanie żyje ich powyżej 250 tys., osiedlili się głównie na południu, np. w okolicach miasta Ałmaty. Mimo burzliwej przeszłości i braku własnego państwa, Ujgurzy nigdy nie zatracili tożsamości i nie porzucili marzeń o własnym kraju. Świadczą o tym liczne zrywy wolnościowe i powstania, którymi naznaczona jest ich historia. Również i dziś, zmuszani do używania głównie języka mandaryńskiego (standardowego chińskiego, putonghua) i asymilowania chińskiej kultury, nadal walczą o niepodległość. Chociaż uciekają się niekiedy nawet do aktów terroryzmu, większość świata nie wie o ich istnieniu. Ujgurzy opowiadali nam m.in. o swoim pochodzeniu i o tym, czym różni się język ujgurski od kazachskiego. Podkreślanie tych różnic było dla nich bardzo ważne i wiązało się zapewne właśnie z potrzebą zachowania odrębności kulturowej.

 

Spać położyliśmy się dużo później, niż planowaliśmy. Po raz pierwszy przebudziliśmy się o wschodzie słońca. Choć widziany z dna kanionu nie wydawał się zbyt spektakularny, światło pięknie wyeksponowało rozżarzone szczyty otaczających nas skał. Wtedy też zobaczyliśmy, w jak urokliwym miejscu spędziliśmy noc. Na dobre obudziliśmy się kilka godzin później. Zebraliśmy obozowisko i ruszyliśmy na dalsze odkrywanie Kanionu Szaryńskiego. Wracaliśmy tą samą drogą, którą przyszliśmy. Za dnia mogliśmy podziwiać wspaniałe formacje skalne w pełnej okazałości.

 

Na koniec warto wspomnieć, że z mniejszością ujgurską związana jest jedna z bardziej oryginalnych budowli znajdujących się na terenie Kazachstanu. Otóż w mieście Żarkent, zaledwie 30 km od granicy z Chinami, wybudowano niezwykły meczet przypominający chińską pagodę. Co ciekawe, wzniesiono go z drewna, bez użycia ani jednego gwoździa. W czasach ZSRR obiekt wykorzystywany był jako wartownia dla pograniczników lub pijalnia herbaty. Od końca lat 60. XX w. uchodzi za zabytek, a władze państwowe przekształciły go w muzeum.

 

Nie tylko przyroda

 

Kazachstan jest nie tylko największym, ale i najbogatszym stabilnie rozwijającym się krajem Azji Środkowej. Widać to zwłaszcza w dużych miastach takich jak Astana czy Ałmaty. To nowoczesne ośrodki, które bez problemu mogą konkurować z zachodnimi metropoliami. Architekci i planiści pragną, żeby ten pierwszy, pełniący od grudnia 1997 r. funkcję stolicy, stał się Berlinem w euroazjatyckim stylu. Jego centrum zaprojektowano z wielkim rozmachem, a futurystyczne budowle i monumentalizm architektury wprawiają w osłupienie. Miasto stanowi zrealizowaną wizję prezydenta Nursułtana Nazarbajewa, sprawującego swój urząd od początku istnienia współczesnego niepodległego państwa. Zarówno Astana, jak i Ałmaty są ośrodkami przemysłowymi, kulturalno-naukowymi i handlowo-usługowymi. Znajdziemy w nich wiele udogodnień nie tylko dla mieszkańców, ale i turystów. Część miejskiej ludności szybko się bogaci, o czym świadczą liczne drogie samochody przemierzające tutejsze ulice.

 

Symbolem inwestycyjnego rozmachu, tym razem jednak jeszcze z czasów radzieckich, jest kosmodrom Bajkonur. Ten obiekt, wybudowany w 1955 r. ok. 200 km na wschód od Jeziora Aralskiego, to najstarszy i do tej pory nadal największy ośrodek wysyłający statki i promy kosmiczne poza orbitę Ziemi.

 

Mimo iż Kazachstan w porównaniu ze swoimi sąsiadami osiągnął względny sukces gospodarczy związany z wydobyciem surowców naturalnych, dostrzega się tu wyraźnie rozwarstwienie społeczne wynikające z różnic w dochodach, a duże obszary biedy poza wielkimi miastami stanowią wyzwanie dla władz stawiających na ciągły rozwój. Większość społeczeństwa wciąż żyje bardzo skromnie, a o problemach z dostępem do wody w mniejszych miejscowościach mieliśmy okazję przekonać się na własnej skórze.

 

Rządzący krajem marzą jednak o zwiększeniu znaczenia Kazachstanu w świecie. To właśnie Astana została gospodarzem Expo 2017, cyklicznej prestiżowej wystawy prezentującej kulturowy, naukowy i techniczny dorobek państw i narodów z całego globu. Impreza rozpocznie się 10 czerwca i potrwa 3 miesiące, a jej temat stanowi energia przyszłości. Jednym z głównych wyzwań będzie uzyskanie odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób zapewnić bezpieczny i trwały dostęp do energii przy jednoczesnej redukcji emisji dwutlenku węgla.

 

Warto wspomnieć, że w sierpniu 2016 r. pierwszy raz po 14 latach odbyła się oficjalna wizyta prezydenta Kazachstanu Nursułtana Nazarbajewa w Polsce. To spotkanie ma być początkiem zacieśnienia stosunków między oboma państwami. Zapewne przełoży się więc na nasze częstsze kontakty z Kazachami tak w sferze gospodarki, jak i turystyki. Nie bez zasług w dziedzinie budowania wzajemnych relacji pozostaje również działalność kazachskiej ambasady i kierującego nią Ałtaja Abibułłajewa, który doskonale mówi po polsku, co pozwala mu wspaniale promować swoją ojczyznę w Polsce.

 

W 2017 r. Polacy dostaną się do Kazachstanu szybciej i łatwiej. Już od 8 maja Polskie Linie Lotnicze LOT wprowadzają do swojej oferty połączenia z Warszawy do Astany. Będą to pierwsze bezpośrednie loty naszego przewoźnika do Azji Środkowej. W jego rozkładzie znalazły się cztery rejsy w tygodniu (w poniedziałek, środę, czwartek i piątek) samolotami Boeing 737-800 Next Generation. Oprócz tego od 1 stycznia br. polscy obywatele mogą przekraczać kazachską granicę bez wizy, wystarczy jedynie okazanie ważnego paszportu (dotyczy to pobytu do 30 dni). Podróż z Polski do Kazachstanu nigdy jeszcze nie była tak prosta. Warto skorzystać z tej okazji i odkryć ten różnorodny i niezmiernie interesujący kraj.

 

Kanada – niezapomniany zapach wolności

PIOTR TOMZA

 

Takiego połączenia zaawansowanego rozwoju cywilizacyjnego z surową i dziką przyrodą nie ma chyba w żadnym innym kraju na świecie. Choć może raczej należałoby powiedzieć: „w żadnych innych dwóch krajach”. Bo nazwa „Kanada” nie wszędzie brzmi jednakowo. Za to kraj, do którego odsyła, wszystkich zniewala swym pięknem.

Do tego, żeby Kanada definitywnie podzieliła się na dwie części, brakowało naprawdę niewiele i to całkiem niedawno… W 1995 r. w referendum zorganizowanym przez secesjonistów, domagających się niepodległości dla francuskojęzycznego Québecu, zwolennicy utrzymania jedności państwa zwyciężyli w stosunku zaledwie 50,6 do 49,4 proc. głosów. Kanada pozostała więc jednym krajem, co nie oznacza, że zniknęły wewnętrzne różnice.

Więcej…

Veneto – peregrynacje nie tylko weneckie

Verona   Piazza Bra  di fronte il municipio e a destra l arena

Przy Piazza Bra w Weronie stoją m.in. Palazzo Barbieri i rzymski amfiteatr

© FOTOTECA REGIONE DEL VENETO

 

MAKSYMILIAN CZORNYJ

 

Jeżeli jak pisał amerykański pisarz i scenarzysta Truman Capote: „Być w Wenecji to jakby zjeść całe pudełko czekoladek z likierem naraz”, to odwiedziny w regionie Veneto należałoby przyrównać do wizyty w cukierni albo jeszcze trafniej – w wielkiej fabryce słodkości. Znajdziemy w nim wszystko, z czego słyną Włochy: miasta pełne najwyższej klasy zabytków, morze, plaże, urokliwe wysepki, malownicze jeziora i góry. Nie brakuje tu modnych kurortów, ośrodków rozrywkowych, tras narciarskich, doskonałych enotek i winnic.

 

Wszak Veneto, czyli Wenecja Euganejska, to Italia w miniaturze. Aby zobrazować skalę tej miniatury, wystarczy wspomnieć, że region ten ma powierzchnię porównywalną do województwa pomorskiego lub łódzkiego (blisko 18,5 tys. km²). Zamieszkuje go niespełna 5 mln osób, a szacuje się, że samą Wenecję odwiedza rocznie nawet sześć razy więcej turystów.

 

Kształtem Veneto przypomina konia stojącego dęba. Pysk opiera o wschodnie Dolomity i sięga nim aż do granicy z Austrią, grzbiet pręży ku jezioru Garda, zad unosi ponad deltą rzeki Pad, a nogami oplata wybrzeże Adriatyku. Z racji różnorodności rejonu dla pewnego porządku w tekście będę się trzymać tras kolejowych i to z ich perspektywy rozpoczniemy zwiedzanie miast. Bramy do nich stanowić będą właśnie dworce.

 

 Villa La Rotonda colza

Villa Rotonda w Vicenzy – renesansowa rezydencja projektu Andrei Palladia

© CONSORZIO VICENZA È/WWW.VICENZAE.ORG

 

WENECJA

 

Podczas peregrynacji po Veneto nie wypada pominąć Wenecji. To słynne miasto na wodzie jest obowiązkowym celem wypraw każdego turysty i podróżnika. Plac św. Marka, Most Westchnień, Bazylika św. Marka czy Pałac Dożów – któż o nich nie słyszał?

 

Jednak Wenecja to znacznie więcej. Poznać ją od innej strony można, gdy przybędzie się na stację kolejową Venezia Santa Lucia. Znajduje się ona przy Canal Grande, ale w innym miejscu niż najsłynniejsze zabytki. Park naprzeciw stacji, zwany Giardini Papadopoli, jest jednym z nielicznych zielonych fragmentów w historycznym centrum miasta. Po drugiej stronie kanału stoi Kościół św. Mikołaja z Tolentino (Chiesa di San Nicola da Tolentino) – świątynia niepozorna, rzadko odwiedzana przez turystów, a mogąca poszczycić się zachwycającymi freskami i chyba najpiękniej oświetlona naturalnym światłem w całej Wenecji. Właśnie takie, położone na uboczu miejsca pozwalają odkryć prawdziwe oblicze tego miasta. Tak wygląda niezadeptana przez zwiedzających Wenecja, zwyczajna i rozbrzmiewająca jedynie szumem przepływającej obok wody.

 

Tutaj najlepiej jest się zgubić. Zamiast podążać za tłumami turystów, gnać ślepo wzdłuż wykreślonych wcześniej na mapie szlaków warto zatracić się w atmosferze, zagłębić się w zaułki i tajemnice La Serenissimy, czyli Najjaśniejszej, jak mówią o swoim mieście wenecjanie. Podczas takiego spaceru przejdziemy przez bramę prowadzącą na niespełna metrowe nadbrzeże nad jednym z ponad 170 kanałów, dostrzeżemy wenecjanina cumującego łódkę bezpośrednio przy drzwiach kamienicy lub trafimy na maleńki targ pełen najświeższych ryb i owoców morza.

 

Tylko jeśli się zgubimy, unikniemy lokali, gdzie zwykły obiad kosztuje więcej niż wykwintna kolacja w luksusowej restauracji, i oszustów oferujących kurs wodną taksówką za bajońską sumę czy wystaw pełnych tandetnych masek karnawałowych sprowadzonych wprost z Chin lub Tajwanu. Błądząc wśród zaułków, poczujemy mistycyzm miasta wyrastającego z wody, w którym samochody, karetki i śmieciarki zostały zastąpione przez łodzie. Wenecja sprawia czasem wrażenie opuszczonej i wymarłej. Tak, naprawdę są w niej takie miejsca. Jeżeli skierujemy się np. w stronę Canale della Giudecca, trafimy na niemal bezludne place, przejdziemy uliczkami, na których spotkamy jedynie gołębie i koty.

 

Podczas dłuższego pobytu w Wenecji warto korzystać z tramwajów wodnych i udać się na inne wysepki Laguny Weneckiej. Na zainteresowanie zasługują szczególnie Murano (słynąca z wyrobów szklanych), Burano (pełna niezmiernie kolorowych domów) i Torcello (jeden z najstarszych tutejszych ośrodków, z Bazyliką Wniebowzięcia NMP – Basilica di Santa Maria Assunta).

 

Tramwajem wodnym (vaporetto) dotrzemy także znacznie dalej, np. do przylegającej do północno-wschodniego brzegu Laguny Weneckiej gminy Jesolo. Leży w niej jeden z najsłynniejszych włoskich kurortów – Lido di Jesolo rozciągnięte na zewnętrznej stronie cypla, wzdłuż wybrzeża Adriatyku. Jego wizytówkę stanowi długa na ok. 15 km i szeroka miejscami na prawie 200 m piaszczysta plaża. W 2017 r. ponownie otrzymała ona Błękitną Flagę, dzięki czemu możemy mieć pewność, że jest czysta i posiada odpowiednią infrastrukturę. Mimo dość dużych rozmiarów w sezonie w dzień plaża zwykle bywa szczelnie wypełniona ludźmi, którzy po zapadnięciu zmroku przenoszą się na niedaleki niewiele krótszy bulwar. Warto wiedzieć, że za wstęp na przeważającą jej część trzeba zapłacić, a niektóre fragmenty należą do pobliskich hoteli. Znajduje się tu również odcinek wydzielony dla naturystów. Poza tym w pobliżu funkcjonuje port jachtowy. Infrastruktura gastronomiczna jest bardzo bogata – w okolicy plaży można zjeść dania niemal z całego świata, a nawet wybrać się do restauracji, którym przyznano gwiazdki w prestiżowym przewodniku Michelin.

 

W Lido di Jesolo na turystów czekają oprócz tego profesjonalne 18-dołkowe pole golfowe klasy mistrzowskiej, tor gokartowy Pista Azzurra i rozległy park wodny Aqualandia. W SEA LIFE i Tropicarium Park zobaczymy ryby i zwierzęta wodne z całego świata. Kluby nocne zapewnią z kolei szaloną zabawę do białego rana.

 

Pamiętajmy jednak, że Veneto to nie tylko pełna atrakcji Laguna Wenecka, dlatego trzeba odwiedzić i inne miejsca w regionie. Warto więc zawrócić na kolejowy szlak, po czym ruszyć na zachód.

 

PiazzaSanMarcoDSC 8787

Wenecka Piazzetta San Marco z dwiema kolumnami

© SERVIZIO COMUNICAZIONE VISIVA DEL COMUNE DI VENEZIA

 

PADWA

 

Polakom Padwa znana jest przede wszystkim ze względu na uczących się tu niegdyś studentów. Wszak wiedzę zdobywali w niej Mikołaj Kopernik, Jan Kochanowski i Jan Zamoyski (wybrany nawet w 1563 r. rektorem tutejszej uczelni), ale założony w 1222 r. uniwersytet stanowi tylko jeden z wielu klejnotów w padewskiej koronie.

 

Według Eneidy Wergiliusza miasto mieli założyć Trojanie, którzy po upadku własnej stolicy wznieśli tu gród o nazwie Patavium. Przez setki lat osada rozrastała się, a w średniowieczu stała się istotnym ośrodkiem gospodarczym i dydaktycznym.

 

Trafienie z dworca kolejowego do historycznego centrum nie powinno przysporzyć problemów. Wystarczy kierować się główną arterią,Corso del Popolo, która po kilkuset metrach płynnie przechodzi w Corso Giuseppe Garibaldi. Gdy miniemy rozległy zielony park (Giardini dell’Arena), możemy zwolnić kroku. Po chwili z lewej strony dostrzeżemy ruiny rzymskiego amfiteatru, a po prawej klasycystyczną bryłę Pałacu Zuckermanna (Palazzo Zuckermann), w którym funkcjonują dwa muzea – sztuki użytkowej i numizmatyczne.

 

Jeśli będziemy szli dalej, po kilkunastu minutach dotrzemy do Pałacu Bo (Palazzo Bo). Pod tą niewiele mówiącą nazwą kryje się w rzeczywistości główny gmach uniwersytecki. Przy jego schodach stoi pomnik Eleny Lucrezii Cornaro Piscopii (1646–1684), matematyczki i filozofki. W 1678 r. jako pierwsza kobieta w historii otrzymała stopień naukowy doktora. Wewnątrz budynku zachowała się m.in. katedra, z której nauki wygłaszał Galileusz (Cattedra di Galileo), a także teatr anatomiczny, czyli pomieszczenie, gdzie najsłynniejsi włoscy medycy w tajemnicy przeprowadzali przed studentami sekcje zwłok.

 

Na północny zachód od uniwersytetu leży Piazza della Frutta, gdzie odbywają się miejskie festyny, a lokalni producenci i wytwórcy wystawiają towary. Niemalże całą południową pierzeję placu zajmuje Palazzo della Ragione. Wielokrotnie przebudowywany gmach nabrał nieco pokracznej, przysadzistej formy, jednak szczyci się podobno największą w Europie powierzchnią dachu, którego nie podpierają kolumny.

 

Jeszcze dalej znajduje się Piazza dei Signori. Wschodni kraniec zamyka tu Kościół św. Klemensa (Chiesa di San Clemente), wzniesiony na miejscu jednej z najstarszych chrześcijańskich świątyń, a przeciwległy – ledwie 30-metrowa, lecz zgrabnie wkomponowana w miejski krajobraz Wieża Zegarowa (Torre dell’Orologio). Na trzecim piętrze umieszczono w niej wspaniały mechanizm wprawiający w ruch zegar astronomiczny, który po niedawnej renowacji ponownie odmierza turystom i padewczykom czas. Spostrzegawcze osoby dostrzegą, że na tarczy znaków zodiaku brakuje wagi, ale nie ma tutaj dość miejsca, aby poruszać legendy uzasadniające ten stan rzeczy.

 

Jeśli poszlibyśmy dalej prosto, dotarlibyśmy do Muzeum Nauk Archeologicznych i Sztuki. Odbijemy jednak w lewo i nie przejdziemy przez bramę Wieży Zegarowej. Wąska uliczka wijąca się pośród kamienic wiedzie do placu katedralnego. Katedra (Duomo di Padova) miała zostać wzniesiona według projektu Michała Anioła, lecz kierujący pracami architekci wprowadzili liczne zmiany i nadali budowli dość ostre, surowe rysy. Również jej wnętrze jest zimne i skromne. Znacznie ciekawsze są XIV-wieczne freski w przylegającym do świątyni baptysterium. Jego kopułę pokrywa monumentalne przedstawienie raju z Chrystusem otoczonym zastępami świętych.

 

Po skierowaniu się znowu na południe i przejściu wąskiego miejskiego kanału zbliżymy się do jednego z najbardziej rozpoznawalnych miejsc Padwy – Prato della Valle. Ten największy plac we Włoszech (aż ok. 90 tys. m² powierzchni!) znajduje się w pobliżu słynnych bazylik: św. Antoniego i św. Justyny. Na jego środku leży otoczona eliptycznym kanałem wysepka Memmia. Wokół ustawiono 78 posągów osób zasłużonych dla miasta. Co ciekawe, wśród nich są także statuy Stefana Batorego i Jana III Sobieskiego, ufundowane przez Stanisława Augusta Poniatowskiego.

 

Na zakończenie padewskiej wędrówki koniecznie należy odwiedzić obie wspomniane bazyliki. Bez wątpienia każda z nich wywiera większe wrażenie niż szacowna miejska katedra. Bazylika św. Antoniego z Padwy charakteryzuje się architektonicznym przemieszaniem stylu romańskiego i gotyckiego – przysadzistą, jakby przygiętą do ziemi fasadę zdobią ostrołukowe wnęki i arkady wspierane na filarach, a również jakże typowa rozeta zdobiona maswerkiem. Budowla ma osiem kopuł, z których centralna, umieszczona ponad skrzyżowaniem naw, została oparta na bryle ostrosłupa zwieńczonego latarnią. We wnętrzu bazyliki znajduje się grób jej patrona. Ołtarz główny jest autorstwa Donatella, jednak był wielokrotnie przekształcany i całkowicie zatracił swój pierwotny charakter.

 

Bazylika św. Justyny z Padwy, męczennicy ściętej 7 października 304 r. za panowania cesarza Dioklecjana, została wzniesiona na miejscu romańskiego kościoła zniszczonego przez trzęsienie ziemi. Budowla zachwyca już samymi rozmiarami – ma ponad 118 m długości i przeszło 82 m szerokości. W kampanili zawieszonych jest siedem dzwonów, z których największy waży niemal 2,5 t. W świątyni znajdują się liczne zabytki sztuki oraz relikwie świętych, w tym szczątki św. Łukasza Ewangelisty i św. Macieja Apostoła.

 

Pomiędzy obiema bazylikami leży zabytkowy ogród botaniczny (Orto Botanico di Padova), założony w 1545 r. jako miejsce, w którym ówcześni studenci medycyny mieli zapoznawać się z roślinami leczniczymi. To w nim uprawiano pierwsze warzywa sprowadzone z nowo odkrytych Ameryk.

 

Prato della Valle PH andrea babetto1

Prato della Valle – kanał i posągi

© PADOVAMERAVIGLIA PHOTO CONTEST/ANDREA BABETTO

 

VICENZA

 

Mniej więcej w połowie drogi pomiędzy Wenecją a Weroną, trzy kwadranse koleją od obu z nich, znajduje się miasto, które większość turystów albo omija, albo podziwia jedynie przez okna pociągu. Przyjezdni gnają spod balkonu szekspirowskiej Julii ku placowi św. Marka, spod Mostu Westchnień ku werońskiej Arenie. Blask Vicenzy bezsprzecznie przygasiła bliskość tych dwóch bodaj najsłynniejszych ośrodków północnej Italii. Położone u podnóża monumentalnych gór miasto sprawia wrażenie, jakby spłynęło z alpejskiego stoku i zastygło w bezruchu. Gdy zanurzymy się w jego uliczkach, uderzy nas ich spokój i wytworność, nieuchwytne w wielu innych, zadeptanych przez turystów miejscach Veneto.

 

Spójność architektoniczna tutejszej zabudowy, jej głęboka harmonia, choć trudno w to uwierzyć, jest dziełem jednego architekta. Andrea Palladio (właściwie Andrea di Pietro della Gondolo) urodził się w 1508 r. w rodzinie padewskiego młynarza, lecz niemal całe dorosłe życie związał właśnie z Vicenzą. Wykreślił fasady Bazyliki Palladiana (Basilica Palladiana), Katedry (Cattedrale di Santa Maria Annunciata), wspaniałych rezydencji i miejskich pałaców. Lekkość odrodzenia, liczne nawiązania do starożytnych rozwiązań i świeżość, które dostrzec można w tej architekturze, sprawiają, że miasto kontrastuje z gotyckim wspomnieniem Wenecji. Nic dziwnego, że główna arteria Vicenzy nosi imię Andrei Palladia (Corso Andrea Palladio). Zaczyna się przy Torrione di Porta Castello, monumentalnym fragmencie średniowiecznych fortyfikacji, i ciągnie przez ponad 700 m ku wijącej się rzece Bacchiglione.

 

Główne atrakcje Vicenzy znajdują się w promieniu kilkudziesięciu metrów od wspomnianego corso. Jak na najważniejszą z miejskich ulic jest ona dość wąska i tłoczna, głośna od warkotu skuterów i pokrzykiwań przechodniów. W zabytkowych kamienicach wznoszących się po obu stronach mieszczą się sklepy, restauracje, kawiarnie i kwiaciarnie. Jeśli spojrzymy w górę, bez trudu odnajdziemy gotyckie pozostałości w zabudowie, lecz nie dostrzeżemy ani kopuły Katedry, ani wieży Bazyliki Palladiana, ani wspaniałego Teatru Olimpijskiego (Teatro Olimpico). Aby je zobaczyć, musimy nieco zboczyć z obranej trasy. Wpierw jednak warto przyjrzeć się zwartej bryle Pałacu Thiene Bonin Longare (Palazzo Thiene Bonin Longare), monumentalnej kolumnadzie Pałacu Trissino Baston (Palazzo Trissino Baston), a wreszcie szeregowi figur obserwujących przechodniów z Pałacu Chiericati (Palazzo Chiericati). We wnętrzu tego ostatniego działa muzeum z ciekawym zbiorem malarstwa (pinakoteką).

 

Jeżeli zapuścimy się w boczne uliczki, dotrzemy do wspomnianejBazyliki Palladiana.Wbrew nazwie nie jest ona świątynią, a budynkiem użyteczności publicznej powstałym po przebudowie mniejszych kamienic i później jeszcze przerabianym. Dawniej stanowiła siedzibę władzy administracyjnej i sądowniczej, a w dolnych arkadach znajdowały się tu lokale rzemieślnicze i kupieckie. Wspaniale prezentuje się zachód słońca obserwowany z sąsiedniego placu (Piazza dei Signori). Wieża zegarowa (82-metrowa Torre Bissara) i dach gmachu zdają się wtedy tonąć w złocistych promieniach, podczas gdy marmurowe arkady okrywa kojący półcień. Nie ma nic bardziej włoskiego niż delektowanie się kawą przy takim widoku.

 

Kilkadziesiąt metrów dalej po drugiej stronie corso trafimy na Teatr Olimpijski – ostatnie dzieło wielkiego Andrei Palladia (z 1580 r.). To pierwowzór wielu europejskich teatrów. Jego scena stanowi doskonałe odzwierciedlenie rzymskiej tradycji stałej i przemyślanej dekoracji. Dostrzega się w nim antyczny rodowód miasta, który architekt tak doskonale potrafił uwypuklić.

 

Jeżeli mamy więcej czasu, koniecznie powinniśmy udać się do znajdującej się poza obrębem historycznego centrum Villi Rotonda. Do tej kolejnej realizacji projektu Palladia można dojechać bez problemu autobusem (numer 8, 108 i 132 z przystanku przy dworcu). Każdy z boków zbudowanej na wzniesieniu rezydencji znaczą klasyczne, jońskie portyki. Jej centralny punkt stanowi okrągła sala okryta kopułą. Ten symetryczny obiekt jest zwieńczeniem drogi, jaką architekt obrał w swoim literackim opus vitae zatytułowanym Cztery księgi o architekturze (1570 r.), i stał się inspiracją dla nurtu (palladianizm), w którym wzniesiono m.in. warszawską Królikarnię.

 

W Vicenzy warto zwrócić również uwagę na inne pałace – Palazzo del Capitaniato, Palazzo Valmarana i Palazzo Porto. Oczywiście, w każdym z nich widać wyjątkową rękę Palladia.

 

WERONA

 

Po opuszczeniu werońskiego dworca kolejowego powinniśmy skierować się ku ufortyfikowanej południowej bramie miejskiej o nazwie Porta Nuova, zbudowanej w latach 1532–1540. Jeśli pójdziemy stąd na wprost, już po kilku minutach dotrzemy do pięciokątnej wieży (Torre Pentagona) oraz łukowatych przejść (Portoni della Bra), powstałych w miejscu średniowiecznych murów. W 1872 r. między tymi drugimi zamontowano dwustronny zegar. To bezpośrednio za nimi, w zakolu Adygi, leży historyczna część Werony. W tej okolicy można wstąpić do Muzeum Lapidarnego Maffeiano (Museo Lapidario Maffeiano). Znajdują się w nim bogate zbiory etruskiej, greckiej i rzymskiej ceramiki, kamieni nagrobnych oraz inskrypcji.

 

Po minięciu Portonidella Bra wkraczamy na największy tutejszy plac miejski (Piazza Bra), gdzie stoją trzy istotne zabytki – amfiteatr, Palazzo Barbieri i statua Wiktora Emanuela II. O każdym z nich należy wspomnieć choć w kilku zdaniach.

 

Amfiteatr rzymski, przez werończyków zwany po prostu Areną, powstał w I w. Mógł pomieścić nawet prawie 30 tys. widzów i stanowił scenę walk gladiatorów czy spektaklów. Obecnie jest jednym z najsłynniejszych obiektów Werony, na którym odbywają się rozmaite wydarzenia kulturalne, w tym liczne koncerty gwiazd muzyki.

 

Palazzo Barbieri, encyklopedyczny przykład neoklasycyzmu, pierwotnie zajmował sztab armii austriackiej. Obecnie budynek pełni funkcję ratusza miejskiego. Na ścianę tuż obok wejścia został przeniesiony XIV-wieczny fresk przedstawiający ukrzyżowanie Chrystusa. Liczne sale zdobią zabytkowe płótna i tapiserie.

 

Brązową statuę króla Wiktora Emanuela II odsłonięto w styczniu 1883 r. Warto zwrócić na nią uwagę, choć nie jest to dzieło wybitne. Zarówno sylwetka konia, jak i władcy rażą sztucznością i brak im lekkości.

 

Na północny wschód od Areny uliczki stają się coraz gęściej wypełnione turystami. Niedaleko znajduje się najsłynniejsza atrakcja Werony – Casa di Giulietta. Nie da się potwierdzić, czy piękna Julia z dramatu Williama Szekspira wzdychała tu do Romea. Pewne jest, że w mieście żyły rodziny Montecchich i Cappellettich. Aby uczynić zadość tradycji, turyści zostawiają w murze kamienicy listy. Robią też sobie zdjęcia pod osławionym balkonem. Za wstęp na dziedziniec nie ma opłat.

 

Stąd już tylko kilka kroków dzieli nas od innego werońskiego placu, obowiązkowego celu wędrówek po mieście. Piazza delle Erbe leży w miejscu starożytnego rzymskiego forum. Wokół wznoszą się średniowieczne kamienice, wieże i pałace. Na zainteresowanie zasługuje przede wszystkim Casa dei Mercanti (Domus Mercatorum) – budynek gildii kupieckiej. Z jego niskimi arkadami doskonale współgrają ciągnące się wzdłuż fasady zgrabne bifory (okna podzielone kolumienką na dwie części) i wieńczące ściany blanki.

 

Najwyższa wieża widoczna z placu to Torre dei Lamberti. Mierzy 84 m i znajduje się na niej XVIII-wieczny zegar. W środku wiszą dwa słynne dzwony (a w sumie cztery) – Marangona i Rengo, które odmierzały czas i regulowały życie mieszkańców Werony. Pierwszy z nich (o średnicy 130 cm i wadze 1300 kg) oznajmiał koniec dnia pracy dla miejscowych rzemieślników, w tym stolarzy (marangoni), i ogłaszał również alarm w przypadku pożaru. Z kolei Rengo (184 cm i 4215 kg) odzywał się, żeby zainicjować zebrania rajców i wezwać ludzi do broni w czasach wojny. Oba dzwony nadal rozbrzmiewają z okazji pogrzebów. Budynkiem, z którego zdaje się wyrastać Torre dei Lamberti, jest Palazzo della Ragione, miejsce dawnych zebrań mieszczan i skład soli.

 

Kiedy podążymy na północny wschód, niejako wzdłuż koryta Adygi, trafimy na jeszcze jeden wyjątkowy zabytek – Kościół św. Anastazji (Chiesa di Sant’Anastasia). Doskonale widać go zresztą z opisywanej wieży. Tę największą świątynię Werony wzniesiono w stylu gotyckim, lecz jej budowa nie została do tej pory zakończona. Choć z zewnątrz kościół nie sprawa szczególnego wrażenia, koniecznie należy wykupić bilet i wejść do środka. Krzyżowo-żebrowe sklepienie, które wspiera 12 potężnych marmurowych kolumn, zdaje się być zawieszone znacznie wyżej niż można przypuszczać, gdy patrzy się z zewnątrz. Pod nim znajdziemy bogate kaplice, barwne freski i precyzyjne detale.

 

Niedaleko kościoła stoi kolejny zabytek werońskiej architektury sakralnej – Katedra (Duomo di Verona). Świątynia powstała na miejscu dwóch kościołów zniszczonych przez trzęsienie ziemi w 1117 r. Jej wielokrotnie przebudowywana fasada to prawdziwa mozaika stylów, na którą składa się romańska bryła, gotyckie okna, barokowe dodatki i zaczątek renesansowej dzwonnicy. Jeśli ruszymy wzdłuż katedralnych murów i przejdziemy dalej, trzymając się linii kamienic wzniesionych tuż nad Adygą, dotrzemy do Kamiennego Mostu (Ponte Pietra). Wbrew temu, co często pisze się w przewodnikach, nie jest to oryginalna rzymska konstrukcja. W trakcie wieków pierwotna przeprawa była wielokrotnie niszczona i odbudowywana, a wreszcie została pieczołowicie zrekonstruowana (częściowo z dawnego budulca) po tym, jak w 1945 r. wysadziły ją wycofujące się wojska niemieckie.

 

Doskonałym zwieńczeniem wizyty w Weronie będzie chwila zadumy nad szumiącym nurtem Adygi, w którym odbija się złocisty zachód słońca. Miasto rzeczywiście emanuje niepowtarzalnym nastrojem.

 

GARDALAND

 

Wspomniałem na początku o tym, że w Veneto nie brakuje również ośrodków rozrywkowych. Oczywiście, w każdym z nadmorskich kurortów kwitnie życie nocne, odbywają się liczne festyny i imprezy uliczne. Jednak nieco ponad 20 km na zachód od Werony (zjazd z autostrady – Peschiera del Garda) znajduje się prawdziwe centrum zabawy. Gardaland, bo o nim mowa, to najczęściej odwiedzany park rozrywki we Włoszech (niemal 2,9 mln gości rocznie!). Na powierzchni ponad 200 tys. m² w malowniczym sąsiedztwie jeziora Garda ulokowano mnóstwo atrakcji, kilka barów i restauracji.

 

Park został podzielony tematycznie (m.in. na strefy: Średniowiecze, Rio Bravo, Akademia Kung Fu Pandy, Atlantyda, Piraci czy Królestwo Fantazji), dzięki czemu nadaje się zarówno dla dorosłych, jak i rodzin z dziećmi. Znajdziemy tu trzy rodzaje atrakcji – Fantasy (Fantazja), Adventure (Przygoda) i Adrenaline (Adrenalina), a także kino 4D. Oczywiście, największym zainteresowaniem cieszą się ekstremalne rollercoastery: Blue Tornado i Oblivion The Black Hole. Krzyki pędzących na nich osób niosą się daleko po tafli jeziora...

 

Ceny karnetów na cały sezon zaczynają się już od 50 euro (tzw. Season Pass One). Taki abonament uprawnia do nielimitowanych wejść i korzystania ze wszystkich rozrywek parku. Należy pamiętać, że Gardaland jest otwarty od wiosny do jesieni (w 2018 r. od 29 marca do 4 listopada). Poza sezonem odbywają się w nim widowiskowe wydarzenia tematyczne (np. Gardaland Magic Winter).

 

W REGIONIE

 

Oczywiście, w artykule udało mi się przedstawić jedynie drobny wycinek Veneto. Ten region Włoch idealnie nadaje się również m.in. dla miłośników sportów zimowych. Ów pysk konia skierowany ku Dolomitom przecinają jak mocowania uzdy szlaki narciarskie i wyciągi, a znaczy go najwyższy szczyt tego malowniczego pasma górskiego – Marmolada (3343 m n.p.m.). W gminie Cortina (Cortina d’Ampezzo) wytyczono 85 km doskonale przygotowanych tras zjazdowych.

 

Veneto to także ojczyzna grappy (z uroczym, pochylonym nad rzeką Brentą miastem Bassano del Grappa), kraina doskonałych win (przeszło 90 tys. ha winnic) i rejon słynący z carpaccio. W Wenecji Euganejskiej znajduje się też przycupnięta nad brzegiem Gardy turystyczna miejscowość Malcesine, skąd możemy dostać się koleją (tym razem linową) na szczyt masywu Monte Baldo (2218 m n.p.m.). Panorama roztaczająca się z niego w pogodne dni zapiera dech w piersiach.

 

Nie sposób opisać całego Veneto na kilku czy nawet kilkunastu stronach jednego artykułu. Trzeba po prostu samemu przybyć do tego regionu Italii. Podczas poznawania jego atrakcji możemy delektować się najlepszymi słodyczami z tej osobliwej cukierniczej fabryki.