Jerez   Feria 04

 

SYLWIA JEDLAK-DUBIEL

 

Jest coś niezmiernie pociągającego w widoku jeźdźca, który na swoim koniu zmierza ku linii horyzontu. Wokół niego rozpościera się pusta przestrzeń, może gdzieś w oddali majaczy las lub brzeg morza, ale tak naprawdę w tej chwili istnieje tylko on, jego wierzchowiec i otaczająca ich przyroda. Ten obraz ma chyba w sobie taką siłę, ponieważ w istocie przedstawia wyjątkowy moment, gdy człowiek i zwierzę działają razem. Ci, którzy jeżdżą konno, zapewne uwielbiają to uczucie pełnej jedności. Odnosi się wówczas wrażenie, że koń rozumie nas niemal tak, jakby mówił naszym językiem. Kto jeszcze tego nie doświadczył, musi koniecznie spróbować.

 

Wyprawy na końskim grzbiecie są dzisiaj jednym z coraz popularniejszych sposobów na aktywne spędzanie wolnego czasu. Mają one zresztą wiele zalet – pozwalają nie tylko wypoczywać w ruchu, co przy obecnym często siedzącym trybie pracy jest bardzo ważne, lecz także umożliwiają bliski kontakt z przyrodą. Poza tym nie wolno zapominać, że konie znakomicie sprawdzają się w przypadku zajęć z rehabilitacji psycho-ruchowej. Hipoterapia poprawia kondycję pacjenta, uczy lepszego panowania nad swoim ciałem, utrzymywania równowagi, koordynacji, orientacji w przestrzeni i poczucia rytmu. Na dodatek praca z tymi mądrymi zwierzętami uspokaja, z jednej strony zwiększa u ludzi wrażliwość, a z drugiej wymaga od nich stanowczości. Już sam kontakt z koniem ma dobroczynne działanie na osoby z różnymi zaburzeniami natury psychicznej bądź autyzmem oraz zwykle znakomicie wpływa na psychikę dziecka. Warto więc pomyśleć, czy nie zainteresować jeździectwem również swoich pociech.

 

W Polsce panują bardzo dobre warunki do wycieczek konnych i nauki jazdy. Choć sezon nie trwa przez cały rok, w zimie można korzystać z krytych ujeżdżalni. Kto nie chce czekać na koniec zimy, powinien zdecydować się na wyjazd do kraju o bardziej sprzyjającym klimacie. Wybór jest naprawdę ogromny. W tym wydaniu magazynu All Inclusive przedstawiamy Państwu kilka, naszym zdaniem, wartych rozważenia propozycji.

 

POLSKIE TRADYCJE

 

Za najbardziej znane w Polsce miejsce związane z hodowlą wierzchowców i jeździectwem uchodzi bez wątpienia Stadnina Koni Janów Podlaski, która znajduje się w miejscowości Wygoda (pod Janowem Podlaskim). Słynny ośrodek obchodzi w tym roku swoje 200-lecie, gdyż istnieje od 1817 r. (to najstarsza państwowa polska stadnina). Hoduje się tu przede wszystkim konie czystej krwi arabskiej i półkrwi angloarabskiej. Trafiają one na aukcje przyciągające kupców z kraju i zagranicy (na czele ze słynną Pride of Poland, która odbędzie się w tym roku w dniach 11–14 sierpnia). Stadninę można zwiedzać z przewodnikiem. Uwagę przyciągają szczególnie stajnie Czołowa i Zegarowa zaprojektowane przez architekta Henryka Marconiego (1792–1863). Poza tym ośrodek oferuje przejażdżki bryczką lub wozem oraz możliwość jazdy konnej dla początkujących i zaawansowanych. Przy okazji wizyty w tym malowniczym miejscu warto zajrzeć do samego Janowa Podlaskiego. Na zainteresowanie zasługują w nim: zabytkowy pałac biskupów łuckich (dziś 4-gwiazdkowy luksusowy hotel Zamek Biskupi Janów Podlaski należący do Grupy Arche), barokowy Kościół Świętej Trójcy z nagrobkiem biskupa, historyka i poety Adama Naruszewicza (1733–1796) czy… stacja benzynowa z ręcznymi dystrybutorami paliw z 1928 r.

 

Miłośników koni przyciąga też warszawski Tor Wyścigów Konnych Służewiec. Otwarto go 3 czerwca 1939 r., a obiekt zaprojektował w przeważającej części architekt Zygmunt Plater-Zyberk (1901–1978). Dziś gonitwy odbywają się w weekendy. Wejście na trybuny jest płatne (do strefy B dzieci do lat 18 wchodzą bezpłatnie). Oprócz oglądania wyścigów i kibicowania można także obstawiać wyniki. Wizyta na torze bywa więc często bardzo emocjonującym przeżyciem.

 

WŚRÓD MAZURSKICH ŁĄK

 

Kto chciałby połączyć pasję jeździecką z wakacyjnym wypoczynkiem na łonie przyrody, powinien zajrzeć na Mazury. Wśród tutejszych łąk, zielonych pagórków i urokliwych jezior da się zapomnieć o szarej codzienności. Mniej więcej 10 km od miasta Bartoszyce znajduje się świetne miejsce na dłuższy bądź krótszy pobyt z przyjaciółmi lub rodziną – Pałac i Folwark Galiny. Dawną posiadłość rodziny zu Eulenburgów otacza zadbany park w stylu angielskim. W jej pobliżu położone są stawy nad rzeką Pisą. W sumie do obiektu należy aż 300-hektarowy malowniczy teren z lasami, łąkami i pastwiskami. Serce majątku stanowi XVI-wieczny renesansowy pałac. Jest on połączony z wozownią, oficyną, budynkiem z basztami i oranżerią. Wewnątrz tego zespołu leży reprezentacyjny dziedziniec z gazonem karminowych róż. W pobliżu wznosi się spichlerz z wieżą z zegarem, kuźnia i inne zabudowania folwarczne. Dla gości przeznaczono pokoje w pałacu i XIX-wiecznym folwarku. Poza tym znajduje się tu stadnina (działająca od 1998 r.), w której hoduje się konie sportowe rasy holsztyńskiej i westfalskiej. Do użytku oddano krytą ujeżdżalnię i plac z przeszkodami (parkur). Chętni mogą trenować pod okiem profesjonalnych instruktorów. Dla osób początkujących organizuje się lekcje wprowadzające. Doświadczeni jeźdźcy też nie będą się nudzić – oprócz doskonalenia swoich umiejętności wybiorą się na dłuższą przejażdżkę po przepięknej okolicy albo spróbują swoich sił w skokach przez przeszkody. Dzieciom spodoba się na pewno nauka powożenia lekką bryczką ciągniętą przez kuce szetlandzkie. Z równie sympatycznymi stworzeniami zapoznają się na tutejszej Farmie Zwierząt Miniaturowych. Wizyta na tej ostatniej ma również charakter edukacyjny – najmłodsi dowiedzą się w jej trakcie, jak zajmować się małymi kozami czy owcami.

 

Osoby chcące urozmaicić sobie pobyt w Pałacu i Folwarku Galiny innymi aktywnościami mogą pograć w tenisa na jednym z dwóch profesjonalnych kortów (od kwietnia do października), wybrać się na wycieczkę rowerową lub marsz z kijkami do nordic walkingu. Siły pomoże nam odzyskać smaczny posiłek podawany w dwupoziomowej gospodzie we wspomnianym zabytkowym spichlerzu. Potrawy przyrządza się tu z lokalnych produktów i ekologicznych upraw. Po całym dniu warto natomiast zrelaksować się w tradycyjnej ruskiej bani.

 

NAD MALOWNICZĄ RZEKĄ

 

Konno pojeździmy także w województwie mazowieckim. Mniej więcej 50 km od Warszawy leży malownicza Dolina Pilicy, a w jej sąsiedztwie – Puszcza Stromecka z licznymi rezerwatami. W tej okolicy, w Warce działa 4-gwiazdkowy Hotel Sielanka nad Pilicą. Należący do niego teren ma powierzchnię ponad 100 ha i znajduje się na obszarze ochrony przyrody Natura 2000. Funkcjonuje tu ośrodek jeździecki Farma Sielanka wyróżniony certyfikatem Polskiego Związku Jeździeckiego I kategorii. Wyposażono go w dwie kryte ujeżdżalnie i profesjonalny parkur o wymiarach 120 x 60 m ze sportowym, zdrenowanym podłożem. Do dyspozycji są też komplety przeszkód skokowych i zaprzęgowych oraz czworobok. To odpowiednie miejsce zarówno dla osób początkujących, jak i doświadczonych. W ośrodku skorzystamy z lekcji indywidualnych i grupowych na każdym poziomie zaawansowania. Ci, którzy czują się pewnie w siodle, mogą wyruszyć na wyprawę konną po okolicy i w ten sposób zwiedzić przepiękny rejon Doliny Pilicy. Farma Sielanka zaprasza w swoje gościnne progi także dzieci. Przygodę z jeździectwem mogą one zacząć od kucyków lub koników polskich. W weekendy odbywają się spotkania ABC Miłośnika Koni, podczas których najmłodsi dowiadują się wielu cennych informacji o tych zwierzętach i zwiedzają stajnie. Dla chętnych przygotowano możliwość skorzystania z przejażdżki bryczką lub wozem konnym. Taką wycieczkę kończy piknik bądź ognisko z pieczeniem kiełbasek. Oprócz tego w ośrodku zatrzymamy się również z własnym wierzchowcem. 

 

Na Farmie Sielanka zobaczymy też, jak radzą sobie prawdziwi zawodowcy. Od ponad 10 lat w tym miejscu zmagają się ze sobą profesjonalni jeźdźcy. W 2007 r. odbyły się tu Mistrzostwa Świata w Powożeniu Zaprzęgami Parokonnymi, przez kilka sezonów goszczono Mistrzostwa Polski w Skokach przez Przeszkody. Do 2015 r. od wiosny do jesieni natomiast zawodnicy walczyli o Puchar Sielanki. Przygotowaniem tych imprez zajmowało się Stowarzyszenie Equisport. Obecnie organizuje ono na terenie Farmy Sielanka cykl Mazovia Equi Cup, na który składa się siedem weekendowych zawodów. Finał tych zmagań w 2017 r. zaplanowano na 23–24 września. Będzie mu towarzyszyć mnóstwo atrakcji: rodzinny piknik, promocja regionalnych produktów, w tym niezmiernie popularny ekobazar, gry i konkursy dla najmłodszych oraz widowiskowe pokazy sztuki jeździeckiej. Pojawią się też stoiska z rękodziełem artystycznym.

 

Aktywni goście w Hotelu Sielanka nad Pilicą mogą również wybrać się na spływ kajakowy szlakami o różnym stopniu trudności, wycieczkę na rowerach z tutejszej wypożyczalni i spacer z kijkami do nordic walkingu oraz pograć w siatkówkę plażową i badmintona. Na terenie obiektu funkcjonuje rekomendowany przez UEFA piłkarski kompleks treningowo-pobytowy. Zmęczeni emocjami odpoczniemy w centrum Sielanka Spa. Poddamy się w nim rozmaitym zabiegom kosmetycznym i relaksującym, odprężymy się w jacuzzi, saunie fińskiej czy łaźni parowej lub skorzystamy z krytego basenu z brodzikiem dla dzieci. 

 

SZLACHETNE KONIE HABSBURGÓW

 

Riders Stallions Spanish Riding School Stefan Seelig

Jeźdźcy z Hiszpańskiej Szkoły Jazdy w pałacu Hofburg w Wiedniu

© SPANISH RIDING SCHOOL/STEFAN SEELIG

 

Miłośnicy koni koniecznie powinni wyruszyć za granicę i to nie tylko w poszukiwaniu sprzyjającego klimatu do uprawiania sportu, lecz także żeby poznać jeździeckie tradycje innych krajów. Obowiązkowo trzeba zawitać do Wiednia, stolicy Austrii. W tym mieście działa Hiszpańska Szkoła Jazdy (Spanische Hofreitschule). To najstarsza wciąż istniejąca instytucja na świecie (już od ponad 450 lat!), która kultywuje dawne, klasyczne formy wyższej sztuki jeździeckiej. Jej dorobek doceniła organizacja UNESCO – Hohe Schule (wyższą szkołę jazdy) i klasyczny styl jazdy konnej wpisano w grudniu 2015 r. na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości. Spanische Hofreitschule słynie ze wspaniałych pokazów w barokowych wnętrzach wiedeńskiego pałacu Hofburg. To chyba najpiękniejsza hala jeździecka świata. Początkowo lekcje jazdy konnej pobierali w niej młodzi przedstawiciele arystokracji i członkowie rodziny panującej. Występy wierzchowców i ich jeźdźców oglądał jedynie dwór monarchy. Dziś słynne siwe konie lipicańskie (lipicanery) występują przed dużo większą publicznością. Jeśli nie uda nam się zdobyć biletów na ten zachwycający balet, mamy jeszcze jedną możliwość podziwiania gracji tych wyjątkowych stworzeń. Od godz. 10.00 do 12.00 odbywają się w szkole poranne ćwiczenia przy akompaniamencie muzyki. Można ją w tym czasie odwiedzić i przyjrzeć się treningowi, a poza tym zwiedzić m.in. zabytkowe stajnie. 

 

Skoro o lipicanach już mowa, nie sposób nie przybliżyć nieco tej rasy. Wyhodowano ją w wiosce Lipica, obecnie leżącej w granicach Słowenii. Krzyżowano tu miejscowe karstery z końmi hiszpańskimi i neapolitańskimi. Hodowla powstała w 1580 r. z inicjatywy arcyksięcia austriackiego Karola II Styryjskiego (1540–1590) w pałacowych budynkach należących do rodziny Habsburgów. Rasa, której wykształcenie datuje się mniej więcej na drugą połowę XVIII w., znajduje się pod ochroną Międzynarodowej Federacji Lipicanerów (Lipizzan International Federation). Pochodzące stąd ogiery i klacze sprzedaje się dzisiaj do wielu krajów na świecie. Co ciekawe, młode konie lipicańskie mają ciemne umaszczenie (czarne lub czarnobrązowe) i dopiero z wiekiem ich sierść nabiera białoszarego koloru.

 

Słoweńska Stadnina Lipica (Kobilarna Lipica) zajmuje się obecnie nie tylko hodowlą. Działa w niej także ośrodek jeździecki. Można tu wziąć udział w kursie dla jeźdźców, wybrać się na wyprawę w teren na końskim grzbiecie czy przejażdżkę bryczką ciągniętą przez lipicany. Oprócz tego mamy szansę obejrzeć pokazy lipicańskiej szkoły jazdy. Stadnina udostępniona jest do zwiedzania. W jego trakcie przyjrzymy się też treningowi lipicanerów. W ofercie są również specjalne programy dla rodzin z dziećmi. W tutejszym muzeum (Muzej Lipikum) dzięki interaktywnej wystawie poznamy historię tej słynnej rasy. Warto wspomnieć, że Stadnina Lipica leży w niezmiernie malowniczej okolicy, a na jej terenie odbywają się także rozmaite zawody, np. w powożeniu bryczką.

 

TANIEC HISZPAŃSKICH RUMAKÓW

 

PF TOSCANA 0118

Widowiskowe parady i pokazy zręcznościowe przed wyścigiem Palio di Siena

© FOTOTECA ENIT/GINO CIANCI

 

Osoby interesujące się tradycyjnym jeździectwem muszą odwiedzić też hiszpańską Andaluzję. W mieście Jerez de la Frontera, położonym niedaleko Kadyksu (ok. 35 km), znajduje się Królewska Andaluzyjska Szkoła Sztuki Jeździeckiej (Real Escuela Andaluza del Arte Ecuestre). Działa ona w kompleksie XIX-wiecznego eklektycznego pałacu pod nazwą Recreo de las Cadenas (inaczej Palacio de Abrantes). W XV stuleciu miejscowi kartuzi zajmowali się hodowlą szlachetnej rasy (caballo cartujano), którą dziś zwie się końmi andaluzyjskimi (po hiszpańsku to Pura Raza Española, czyli Czysta Rasa Hiszpańska), a kiedyś określało się mianem dzianetów. Królewską Andaluzyjską Szkołę Sztuki Jeździeckiej można zwiedzać. Program pełnej wizyty obejmuje oglądanie treningu w krytej ujeżdżalni i odwiedziny w obiektach należących do instytucji, w tym stajni, siodlarni, Muzeum Powozów (Museo del Enganche) czy Muzeum Sztuki Jeździeckiej (Museo de Arte Ecuestre). Jednak największą atrakcją placówki są niewątpliwie pokazy pod tytułem Jak tańczą konie andaluzyjskie (Cómo Bailan los Caballos Andaluces). Jeźdźcy występują na nich w tradycyjnych XVIII-wiecznych strojach i przy akompaniamencie hiszpańskiej muzyki wykonują rozmaite układy choreograficzne, podczas których wierzchowce prezentują różne figury i rodzaje chodu. Taki spektakl doceniają nawet osoby nie pasjonujące się jazdą konną. Poza tym Real Escuela Andaluza del Arte Ecuestre oferuje kilka rodzajów kursów, także dla profesjonalistów chcących rozwijać swoje umiejętności.

 

Co roku w maju w Jerez de la Frontera odbywa się Feria del Caballo (w 2017 r. organizowana była od 13 do 20 maja). Ten popularny andaluzyjski festiwal przyciąga wielu turystów. W jego trakcie w Parku Gonzáleza Hontorii (Parque González Hontoria) funkcjonują knajpki zwane casetas serwujące regionalne potrawy i trunki. Obejrzymy tu również pokazy flamenco i – oczywiście – końskie rewie i pochody. Natomiast mniej więcej miesiąc wcześniej w leżącej na północ stąd Sewilli (ok. 95 km) przez tydzień trwa Feria de Abril. To niesamowite święto folkloru i tradycji. Na ulicach miasta spotyka się wtedy powozy z zaprzęgniętymi do nich udekorowanymi końmi. Na arenie walk byków Plaza de toros de la Real Maestranza de Caballería de Sevilla odbywa się z kolei konkurs w powożeniu Exhibición de Enganches. Sama Andaluzja stanowi znakomity region na wyprawy konne. Działa w niej wiele ośrodków jazdy, a podczas wycieczek podziwia się wspaniałe krajobrazy oraz widoki na Ocean Atlantycki czy Morze Alborańskie. Ze względu na sprzyjający klimat na wczasy w siodle można wybrać się tutaj praktycznie przez cały rok, choć w lecie upały mogą dawać się we znaki.

 

PRZEZ WŁOSKIE WZGÓRZA I WYSPY

 

W Europie w poszukiwaniu tradycji jeździeckich warto udać się też do pełnej magii włoskiej Toskanii. Chyba najbardziej znanym miejscem z nimi związanym jest w tym regionie Siena. W tym mieście dwa razy do roku (2 lipca i 16 sierpnia) odbywa się słynny wyścig Palio di Siena na cześć Matki Boskiej. Jego uczestnicy na grzbietach koni w szaleńczym cwale okrążają centralny rynek Piazza del Campo, przy którym wznosi się charakterystyczna XIV-wieczna wieża – Torre del Mangia. Il Palio stanowi kulminację uroczystych obchodów uświetnianych przez parady, pochody i zawody organizowane dla drużyn reprezentujących 17 sieneńskich dzielnic (contrade).

 

Oprócz podziwiania widowiskowych zmagań w Sienie w rejonie Toskanii można po prostu pojeździć konno. Idealnie nadaje się do tego malowniczy region Chianti. Trasy tzw. wypraw trekkingowych wiodą przez zielone wzgórza, lasy i mosty przerzucone przez rzeki. Po drodze mamy szansę podziwiać zabytkową architekturę. Dłuższą wycieczkę warto więc połączyć ze zwiedzaniem ciekawych atrakcji w okolicy. Można także zaplanować wakacyjny pobyt w Toskanii i urozmaicić go jednodniowymi wypadami w teren na koniu. Ta druga wersja bardziej sprzyja delektowaniu się najsłynniejszym produktem regionu, czyli wyśmienitym winem chianti. Po dłuższej degustacji tego szlachetnego trunku nie polecamy kontynuowania konnej przejażdżki.

 

Ciekawą propozycją w tej części kraju jest również wizyta na niezmiernie malowniczej Elbie, należącej do Wysp Toskańskich. Na tym niewielkim lądzie w kształcie ryby, położonym między wybrzeżem kontynentalnych Włoch a francuską Korsyką, działają stadniny oferujące jazdę na koniu w terenie. Wyjazd tutaj najlepiej zaplanować w okresie letnim, gdyż wówczas w pełni skorzystamy ze wszystkich uroków tego rejonu archipelagu. Dużą popularnością w tej okolicy cieszy się nurkowanie. Pod wodą znajduje się wiele ciekawych miejsc, na dnie spoczywają też wraki. Po wycieczce konnej orzeźwimy się kąpielą w morzu i odpoczniemy na plaży. Jeśli znudzimy się przemierzaniem wyspy na końskim grzbiecie, możemy wyruszyć na wyprawę trekkingową o własnych siłach. Na Elbie wytyczono wiele odpowiednich do tego szlaków.

 

Wielbiciele koni powinni zainteresować się także Sardynią. W centrum tej drugiej największej włoskiej wyspy (po Sycylii) leży płaskowyż zwany Giara di Gesturi. Żyją na nim niewielkie dzikie konie sardyńskie (cavallino della Giara). Nie wiadomo dokładnie, kiedy te zwierzęta pojawiły się na Sardynii, ale przypuszczalnie sprowadzili je Fenicjanie lub Grecy w V–IV w. p.n.e. Dziś biegają swobodnie po płaskowyżu i nie są bardzo płochliwe. Przyzwyczaiły się do widoku ludzi, którzy choć nie ingerują w ich życie, starają się utrzymać populacje koni i nie dopuszczać do krzyżowania się z innymi rasami. Górzysta Sardynia idealnie nadaje się poza tym na wakacje w siodle dla osób preferujących jazdę wśród zapierających dech w piersiach skalistych krajobrazów i wzniesień. Można na niej również odbyć przejażdżkę po plaży. W sąsiedztwie ośrodków jeździeckich znajdują się tu komfortowe hotele i apartamenty. Oprócz wypraw w teren oferta obejmuje też doskonalenie umiejętności pod okiem instruktora.

 

NIECO DALSZE PODRÓŻE

 

Kto marzy o słońcu i pięknych plażach, a jednocześnie chciałby nie tylko opalać się i kąpać w ciepłej wodzie, lecz także pojeździć konno, powinien polecieć na Wyspy Kanaryjskie. Na tym należącym do Hiszpanii archipelagu położonym u północno-zachodnich wybrzeży Afryki panuje łagodny klimat – zimy są tutaj dość ciepłe, a lata nieupalne. Takie warunki sprzyjają odbywaniu wycieczek na końskim grzbiecie i to praktycznie przez okrągły rok. Jeśli na jesieni poczujemy ogromny żal z powodu zakończenia się w Polsce sezonu jeździeckiego, rozważmy poważnie wyjazd na Wyspy Kanaryjskie. Na Lanzarote, gdzie organizuje się też przejażdżki na wielbłądach, w siodle będziemy przemierzać pustynne krajobrazy. Łatwo wyobrazić sobie w takiej sytuacji, że podróżuje się w karawanie sunącej przez afrykańską pustynię. Bardziej zróżnicowane otoczenie znajdziemy na Teneryfie, na której wznosi się wulkan Teide (3718 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Hiszpanii. Są na niej trasy o różnym poziomie trudności i prowadzące zarówno wzdłuż górskich zboczy, jak i przez bujną roślinność czy w pobliżu wybrzeża. W stadninach można wykupić lekcje dla początkujących (w tym dla dzieci) i zaawansowanych. Na Teneryfie prowadzi się także zajęcia z hipoterapii. Na Gran Canarii popularnym rejonem na konne przejażdżki są okolice Maspalomas na południu wyspy. Działa tu m.in. ośrodek El Salobre Horse Riding oferujący jedno-, dwu- i trzygodzinne wycieczki. Leżąca najbliżej Afryki Fuerteventura słynie z kolei z przepięknych piaszczystych plaż i to właśnie po nich jeździ się na niej na koniach. Poza tym Wyspy Kanaryjskie stanowią prawdziwy raj dla miłośników sportów wodnych i pokrywają je liczne szlaki trekkingowe i rowerowe. Są więc znakomitym rejonem na aktywny wypoczynek.

 

Jeżeli ktoś jest gotowy na więcej egzotyki, niech wybierze się pod szczyty Wielkiego i Małego Kaukazu, do gościnnej Gruzji. W tym kraju przemierza się konno prawdziwie dzikie tereny. Jeźdźcy na swojej drodze często przez długi czas nie spotykają żadnych innych ludzi, z oddali spoglądają na nich tylko ośnieżone wierzchołki gór. Jeśli trasa wyprawy prowadzi akurat po górskim grzbiecie, wokół rozpościerają się niesamowite widoki. W Gruzji propozycje dla amatorów jeździectwa oferują nierzadko po prostu właściciele koni, którzy jak wielu Gruzinów zajmują się usługami dla turystów. Co ciekawe, Polska również ma swój udział w rozpowszechnianiu takiej formy aktywności w tym kraju. Nasze Ministerstwo Spraw Zagranicznych w 2013 r. współfinansowało projekt Rozwój turystyki konnej i budowa lokalnej sieci partnerstwa w społecznościach wiejskich okolic Bordżomi w Gruzji, w ramach którego powstało Stowarzyszenie „Horse Tours Georgia” działające w rejonie rozległego Bordżomsko-Charagaulskiego Parku Narodowego w regionie Samcche-Dżawachetia. Zrzesza ono członków specjalnie szkolonych do organizacji wypraw na koniach, opieki nad turystami oraz poruszania się w terenie górskim i na obszarach chronionych. Można z nimi jeździć w sąsiedztwie miejscowości Bordżomi, Bakuriani i Atskuri.

 

DLA PRAWDZIWYCH KOWBOJÓW

 

Gauchos

Gauchos na bezkresnej argentyńskiej pampie

© INSTITUTO NACIONAL DE PROMOCIÓN TURÍSTICA DE ARGENTINA

 

Tym, którzy dysponują większym budżetem i odpowiednią ilością wolnego czasu, proponujemy jeszcze jedno miejsce na naszym globie, gdzie ludzie od lat korzystali z pomocy koni przy wypasie bydła na olbrzymich terenach. W wyniku tego wytworzyły się nawet konkretne zwyczaje. Mowa tu o Argentynie i południowoamerykańskich pasterzach gauchos przemierzających jej trawiaste równiny (pampy). Typowy dla nich napój, czyli yerba mate z liści ostrokrzewu paragwajskiego, stał się wyjątkowo popularny w kawiarniach na całym świecie. Nawet w Polsce wypijemy go w tradycyjnym naczyniu i z użyciem metalowej rurki zwanej bombillą. Gauchos stosowali ten napar, ponieważ działa on pobudzająco i zmniejsza uczucie głodu. Obecnie w Argentynie wyprawy konne (cabalgatas) inspirowane pracą pasterzy bydła cieszą się sporym zainteresowaniem wśród turystów. Nie ma w tym zresztą nic dziwnego – marzeniem niejednego miłośnika wycieczek w siodle jest pokonywanie bezkresnych przestrzeni, które ogranicza jedynie położona niezmiernie daleko linia horyzontu. Po dniu spędzonym na jeździe towarzysze siadają wspólnie przy ognisku i raczą się wyśmienitą pieczoną argentyńską wołowiną…

 

W Argentynie korzysta się często z rasy koni criollo, a to ze względu na dużą wytrzymałość tych zwierząt. Oprócz krainy zwanej Pampą warto wybrać się tu do Patagonii, gdzie wciąż znajdują się rozległe niezamieszkałe przez ludzi tereny, a przyroda jest naprawdę dziewicza. Tą pociągającą wizją pora zakończyć nasz subiektywny przegląd miejsc odpowiednich na wyprawy konne. Mamy nadzieję, że zachęci on Państwa, drodzy Czytelnicy, do zaplanowania własnej wspaniałej wycieczki.

Artykuły wybrane losowo

Litewska przygoda

GRZEGORZ MICUŁA

 

<< Kraj ten słynie z wydobywanego w nim od setek lat bursztynu (po litewsku „gintaras”), tkanin z lnu, wód mineralnych i torfu wykorzystywanego w coraz liczniejszych obiektach spa oraz tradycyjnego litewskiego jedzenia – ciemnego chleba pieczonego na tataraku, wędlin, sera i śmietany, blinów, cepelinów i „šakotisa”, znanego u nas jako sękacz. Litwa ma też kilka uzdrowisk, do których chętnie jeździmy ze względu na znakomite kuracje lecznicze, czyste środowisko oraz fakt, że jest w nich wciąż taniej niż u nas. Dysponujące doskonałą bazą Druskienniki i Birsztany to ciągle miejsca na kieszeń przeciętnego turysty z Polski, podobnie jak litewskie nadbałtyckie miejscowości wypoczynkowe, mniej zatłoczone w sezonie letnim niż ich polskie odpowiedniki. >>

Więcej…

Fotoekspedycje – z miłości do podróży i fotografowania

WOJCIECH KUDER

 

<< Odkąd na początku XX stulecia wynaleziono pierwszy małoobrazkowy aparat fotograficzny, podróżowanie zaczęło nierozerwalnie wiązać się z dokumentowaniem rzeczywistości w kadrach. Dziś następca „camery obscury” towarzyszy człowiekowi wszędzie – od zaśnieżonych szczytów Himalajów po piaski Sahary i porywający magią tysiąca barw wodny świat Wielkiej Rafy Barierowej u wybrzeży Australii, na lądzie, w powietrzu i głęboko pod ziemią, wśród soczystej zieleni tropikalnych lasów Amazonii i surowej bieli niedostępnej Arktyki… >>

 

 FOT. INDIA TOURISM FRANKFURT Tadź Mahal w Agrze w Indiach – mauzoleum cesarzowej Mumtaz Mahal

Nic tak doskonale nie oddaje przecież niepowtarzalnego klimatu miejsca czy atmosfery wydarzenia jak znakomite ujęcie, które na ułamek sekundy zatrzymuje czas i w perfekcyjny sposób utrwala to, co najcenniejsze i warte pokazania. Przez długie dziesięciolecia ani odrobinę nie zmalały godne podziwu pasja i poświęcenie fotografów-globtroterów. Powstała za to nowa forma turystyki – fotoekspedycje. Obecnie to już nie tylko osobliwe hobby zarezerwowane dla garstki zapaleńców, ale prawdziwa moda, która podbija serca milionów ludzi na całej ziemi.  

Więcej…

Ekwador – cztery światy w jednym kraju

KAROLINA WUDNIAK

www.tropimyprzygody.pl

<< „Cuatro mundos, un destino” („Cztery światy, jedno miejsce”) – tak brzmi jedno z haseł promujących Ekwador. Czterema światami są tutaj wyspy Galapagos, wybrzeże Pacyfiku, Andy i Amazonia. Choć ten południowoamerykański kraj należy do najmniejszych na kontynencie, faktycznie może się poszczycić ogromnym zróżnicowaniem geograficznym i przyrodniczym, nie mniejszym niż jego więksi sąsiedzi. Swoim pięknem zachwyci z pewnością nawet najbardziej wybrednych podróżników. >>

 

 Wikunie andyjskie w rezerwacie Chimborazo

© MINISTRY OF TOURISM OF ECUADOR

 

Ekwador jest w zdecydowanej większości górzysty. Wraz z archipelagiem Galapagos ma powierzchnię niemal 284 tys. km2, a więc trochę mniejszą od Polski. Leży pomiędzy Kolumbią (na północy) i Peru (na wschodzie i południu). Zachodnią granicę stanowi wybrzeże Oceanu Spokojnego. Przez Ekwador przebiega równik, są tu zatem nie tylko fascynujące cztery światy, ale i środek Ziemi.

Ta południowoamerykańska republika przyciąga również wulkanami. Znajdują się one zarówno w kontynentalnej jej części, jak i na Galapagos. Wiele z ekwadorskich wulkanów pozostaje wciąż czynnych. Najsłynniejszy – Cotopaxi – wznosi się na 5897 m n.p.m. To drugi najwyższy szczyt Ekwadoru, zaraz po nieaktywnym stratowulkanie Chimborazo (6263,47 m n.p.m.). Ciągnące się z północy na południe Andy dzielą kraj na pół: Amazonię na wschodzie i wybrzeże Pacyfiku na zachodzie. Wycieczkę zacznijmy więc w środku, w górach.

 

MIASTO W ANDACH

Większość turystów swoją przygodę w Ekwadorze zaczyna w jego stolicy – Quito. To miasto zachwyca każdego, kto do niego przyjedzie. Jest przepięknie położone w dolinie pośród gór i wulkanów, a jego kolonialne centrum i interesujące zabytki robią naprawdę ogromne wrażenie. Z tym zachwytem na ustach wyjeżdża się stąd po dwóch czy trzech dniach. Kiedy zostaje się dłużej, czar może prysnąć. Spędziłam w tym mieście trzy miesiące i zawsze, gdy czułam, że mój zachwyt przygasa, szukałam nowych niesamowitych miejsc. Quito jest najwyżej położoną stolicą na świecie (często mylnie przyznaje się ten tytuł La Paz, ale ono nie pełni funkcji konstytucyjnej stolicy Boliwii, choć mieści się w nim siedziba rządu). Oficjalnie podaje się uśrednioną wysokość 2850 m n.p.m. W rzeczywistości część zabudowań leży na ok. 2800 m n.p.m., a dzielnice usytuowane na wzgórzach znajdują się nawet na 3100 m n.p.m. Z wyżej położonych rejonów miasta roztacza się zapierający dech w piersiach widok na okolicę. Trzeba jednak pamiętać, że w takich warunkach można mieć problemy zdrowotne. U osób przylatujących z niżej usytuowanych regionów często pojawiają się objawy choroby wysokościowej (hiszp. soroche): bóle głowy, brak apetytu, trudności z oddychaniem, szybkie męczenie się, a nawet nudności i wymioty. Dlatego właśnie w ciągu pierwszych dni pobytu zaleca się picie dużej ilości wody, unikanie alkoholu i nadmiernego wysiłku fizycznego. Kiedy już organizm przyzwyczai się do nowych warunków, można zacząć zwiedzanie.

Centrum historyczne Quito należy do największych i najlepiej zachowanych w całej Ameryce Łacińskiej (ma powierzchnię 3,75 km²). Nie bez powodu we wrześniu 1978 r. znalazło się na nowo utworzonej Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO (było jednym z pierwszych 12 obiektów podobnie jak krakowskie Stare Miasto i polska kopalnia soli w Wieliczce). Tutejsze urokliwe kamienice, niezwykłe dziedzińce, białe kościoły, bogato zdobione wnętrza zachwycają zwiedzających.

Na zainteresowanie zasługuje szczególnie klasztor św. Franciszka z kościołem (Iglesia y Convento de San Francisco), którego budowa rozpoczęła się w 1534 r. Świątynię wypełniają rzeźby i inne dzieła sztuki. To tutaj można zobaczyć słynną drewnianą rzeźbę z 1734 r. – Dziewicę z Quito (Virgen de Quito), której gigantyczna replika spogląda na miasto ze wzgórza El Panecillo (roztacza się z niego wspaniały widok na stolicę, a przy bezchmurnym niebie widać też okoliczne wulkany). Ważnym punktem na mapie historycznego centrum jest również Plaza Grande (inaczej Plaza de la Independencia). W rejonie tego placu znajduje się kilka ciekawych zabytków: Palacio de Carondelet, czyli oficjalna rezydencja prezydencka, Pałac Arcybiskupi, siedziba władz miasta (Palacio Municipal de Quito) i XVI-wieczna Katedra Metropolitalna. W tej ostatniej warto zwrócić uwagę na obraz Ostatnia Wieczerza, na którym na stole umieszczono tradycyjne andyjskie specjały – pieczoną świnkę morską (cuy) i napój alkoholowy ze sfermentowanej kukurydzy (chichę). Część Palacio de Carondelet udostępniono do zwiedzania. Najbardziej interesująca jest sala reprezentacyjna. To w niej prezydent podpisuje wszystkie ważne dokumenty. Poza tym za atrakcję uchodzi tu stanięcie na balkonie w miejscu, w którym przemawia on do obywateli. W każdy poniedziałek o 11.00, podczas uroczystej zmiany warty, można go zobaczyć i posłuchać na żywo. W narożniku pomiędzy rezydencją prezydencką a Katedrą Metropolitalną znajduje się Muzeum Alberta Meny Caamaña (Museo Alberto Mena Caamaño). W pięknym, starym budynku z końca XVI stulecia obejrzymy wystawy stałe i czasowe poświęcone współczesnym problemom Ekwadoru i świata.

Kolejny zabytek stanowi Bazylika Narodowego Ślubowania (Basílica del Voto Nacional). Z jej dwóch 115-metrowych wież roztacza się wspaniała panorama stolicy. To największy neogotycki kościół w obu Amerykach. Budowla góruje nad okolicą, co dobrze widać z otaczających miasto wzgórz. Inną ciekawą świątynią jest barokowy i bardzo bogato zdobiony Kościół Towarzystwa Jezusowego (Iglesia de La Compañía de Jesús; budowę rozpoczęto na początku XVII w.), uznawany za jeden z najpiękniejszych na kontynencie. Podczas spaceru po starym Quito nie wolno ominąć ulicy La Ronda. Niegdyś przebiegał tędy szlak używany przez Inków, na początku XX stulecia upodobali ją sobie artyści i bohema, a dziś tłumnie ściągają na nią turyści. La Ronda ma swoją niepowtarzalną atmosferę. Można ją odczuć szczególnie wieczorem, kiedy restauracje zapełniają się ludźmi, a ulica muzykami.

Oprócz historycznego centrum warto odwiedzić też północną część Quito. Koło pięknego, ogromnego Parku Metropolitalnego (Parque Metropolitano) znajduje się muzeum ekwadorskiego malarza, rysownika, rzeźbiarza, grafika i twórcy murali Oswalda Guayasamína (1919–1999), zwanego południowoamerykańskim Picassem, z powstałą z jego inicjatywy Kaplicą Człowieka (Capilla del Hombre). Miejsce zasługuje na zainteresowanie nie tylko ze względu na obrazy artysty i jego kolekcję sztuki prekolumbijskiej, ale również z powodu niezmiernie ciekawej i oryginalnej bryły Kaplicy Człowieka. Na sąsiednim wzgórzu, w uchodzącej za artystyczną dzielnicy Guápulo polecam wybrać się do jednej z wielu restauracyjek.

Nad Quito góruje wulkan Pichincha z dwoma najwyższymi szczytami: Ruku Pichincha (4698 m n.p.m.) i Guagua Pichincha (4784 m n.p.m.). Można na niego wjechać TelefériQo, czyli koleją gondolową, która wwozi chętnych na wysokość 3945 m n.p.m. Rozpościera się stąd niezwykły widok na miasto i okoliczne szczyty. Jeśli powietrze jest czyste, a niebo bezchmurne, da się nawet dostrzec Cotopaxi.

 

Plaża Los Frailes w Parku Narodowym Machalilla u wybrzeży Pacyfiku

© MINISTRY OF TOURISM OF ECUADOR

 

W ŚRODKU ŚWIATA

Na północ od Quito przebiega równik i leży obszar Mitad del Mundo. Znajduje się na nim duży kompleks turystyczny wraz z muzeum etnograficznym, planetarium, pomnikiem środka świata i żółtą linią dzielącą półkulę północną od południowej. Można tu stanąć na obu półkulach jednocześnie, postawić jajko na gwoździu i zobaczyć, jak wir wodny kręci się w dwie różne strony. Problem polega jednak na tym, że środki świata są dwa… W miejscu, gdzie badacze z francuskiej misji w XVIII w. wyrysowali linię równika, w 1936 r. postawiono pomnik, który później przebudowano. Obecnie mieści się w nim muzeum. Dookoła powstał cały kompleks turystyczny. Jednak żółta linia dzieląca świat na pół jest namalowana ok. 240 m na południe od faktycznego równika, bo… badacze pomylili się w pomiarach.

Niedaleko Mitad del Mundo stoi ciekawa Świątynia Słońca (Templo del Sol) zbudowana przez lokalnego malarza, rzeźbiarza i popularyzatora kultury Cristóbala Ortegę Maila. Tuż za nią znajduje się wejście do Rezerwatu Geobotanicznego Pululahua (Reserva Geobotánica Pululahua). Można poprzestać na udaniu się na taras widokowy lub zejść do rozległej kaldery (ma prawie 34 km2), aby stanąć na jej dnie. Zakres wysokości obszaru wynosi od 1800 do 3356 m n.p.m. Wulkan pozostaje nieaktywny, do ostatniej erupcji doszło ok. 2,5 tys. lat temu. Ze względu na wyjątkowy mikroklimat i niezwykle żyzną ziemię, jaka powstała na zastygniętej lawie, utworzono tu rezerwat przyrody. Kopuły wulkaniczne porasta gęsty las deszczowy zamieszkany przez różnorodną faunę. W rezerwacie występuje wiele endemicznych gatunków roślin. Ale wulkan budzi zainteresowanie nie tylko ze względu na bogactwo przyrodnicze. Pululahua to jedna z kilku zamieszkałych kalder na świecie i podobno jedyna, w której uprawia się ziemię. Wewnątrz żyje niewiele ponad 100 osób, zajmujących się rolnictwem, a od kilku lat również turystyką.

Kilkudniowa wizyta we wnętrzu wulkanu pozwala odciąć się od cywilizacji i odpocząć w bliskim otoczeniu natury. Można też wybrać się tu na krótką wycieczkę. Zejście do kaldery zajmuje pół godziny. Ważne jednak, aby wyprawę zaplanować w godzinach porannych. Pululahua w języku keczua oznacza „wodną chmurę” lub „dym wodny”. Nazwa nie jest przypadkowa – codziennie mniej więcej od południa kalderę wypełnia mgła. Co ciekawe, to ona stanowi główne źródło wody w tym rejonie, bo deszcz pada tutaj bardzo rzadko. Dlatego właśnie jedynym dobrym momentem na zobaczenie całej okolicy będzie poranek. Pojawiająca się później mgła tworzy przez chwilę mistyczną atmosferę, żeby w końcu ukryć wszystko przed oczyma turystów podziwiających wulkan z tarasu widokowego.

Kilkadziesiąt kilometrów na zachód od rezerwatu (ok. 80 km od stolicy Ekwadoru), w dolinie pośród lasu deszczowego leży miejscowość Mindo. Można tu wybrać się do motylarni, aby dowiedzieć się czegoś o motylach, oraz zobaczyć kolibry i obserwować inne gatunki ptaków, a także podziwiać piękne wodospady (Santuario de Cascadas). Do tych ostatnich dociera się kolejką linową rozpiętą nad wysokim kanionem. Wprawdzie Mindo cieszy się popularnością wśród turystów, ale to wciąż mała miejscowość, w której da się odpocząć od zgiełku wielkiego i głośnego Quito. Jest jednym z moich ulubionych miejsc w tym południowoamerykańskim kraju, chętnie kiedyś do niego wrócę.

Dalej na północny wschód od stolicy Ekwadoru znajdują się dwa ciekawe miasta: Ibarra i Otavalo. Pierwsze odgrywa rolę stolicy prowincji Imbabura, leży niedaleko malowniczego jeziora Yahuarcocha (Laguna de Yahuarcocha) i szczyci się dobrze zachowanym kolonialnym centrum (zrekonstruowanym po trzęsieniu ziemi z 1868 r.). Niewielkie (ok. 50-tysięczne) Otavalo słynie z kolei z popularnego targowiska z andyjskim rękodziełem. Sprzedaje się tu hamaki, obrusy, biżuterię w odcieniach tęczy, plecione torby w wielokolorowe wzory, a pomiędzy tym pledy, kubki, długopisy, szachy, paski, figurki lam, poszewki na poduszki, kapelusze i wszystko, czego tylko dusza zapragnie. Miasto przyciąga tłumy turystów chcących wrócić z Ekwadoru z ciekawymi pamiątkami. W Otavalo naprawdę trudno się opanować, żeby nic nie kupić.

Na południowy wschód od stolicy warto wybrać się do wioski Papallacta, gdzie lubią spędzać weekendy quiteños (mieszkańcy Quito). Ze względu na występujące w okolicy wody termalne miejsce to jest idealne na wypoczynek wśród pięknych górskich krajobrazów. Papallacta leży w sąsiedztwie Parku Narodowego Cayambe-Coca (Parque Nacional Cayambe-Coca, Reserva Ecológica Cayambe-Coca). Tutejsze lasy deszczowe, jeziora i wulkan Cayambe (5790 m n.p.m.) przyciągają miłośników przyrody i chodzenia po górach. Podobne atrakcje czekają w popularnym wśród amatorów mocniejszych wrażeń miasteczku Baños de Agua Santa (w skrócie Baños). Łaźnie Świętej Wody, jak tłumaczy się tę nazwę, znajdują się u stóp aktywnego stratowulkanu Tungurahua (5023 m n.p.m.) i przyciągają gorącymi źródłami. Miejscowość ta uchodzi za ekwadorską stolicę sportów ekstremalnych. Można tutaj skakać na bungee, uprawiać canyoning, rafting i wspinaczkę skalną, latać na paralotni czy zjeżdżać na linie. W okolicy jest też wiele tras trekkingowych, w tym kilka prowadzących do przepięknych wodospadów, jak choćby do imponującego Kotła Diabła (Pailón del Diablo), który ogląda się z różnych perspektyw. Poza granicami Ekwadoru miasteczko Baños słynie przede wszystkim z huśtawki na krańcu świata. Wisi ona na drzewie rosnącym na krawędzi zbocza, co sprawia, że wygląda, jakby naprawdę znajdowała się na końcu ziemi. W bezchmurny dzień można huśtać się na niej na tle wulkanu Tungurahua. Najlepiej przyjechać tu wcześnie rano, kiedy kolejka chętnych bywa jeszcze krótka, a szanse na czyste niebo są największe.

 

POCIĄGIEM WŚRÓD WULKANÓW

Zarówno Baños, jak i niedalekie miasta Ambato i Riobamba leżą w tzw. Alei Wulkanów (Avenida de los Volcanes), która ciągnie się mniej więcej od Quito do miasta Cuenca (ponad 300 km). Widoki rozpościerające się z Ambato i Riobamby przy dobrej pogodzie zapierają dech w piersiach i nie ma się co dziwić. To drugie miasto znajduje się u podnóży wulkanu Chimborazo i jest bazą wypadową dla osób chcących wejść na szczyt tej najwyższej góry Ekwadoru. Z Riobamby niedaleko już do Alausí (ok. 90 km), małego i urokliwego miasteczka, z którego odjeżdża słynny turystyczny pociąg. Jego malownicza 12-kilometrowa trasa wiedzie po zboczu góry Nos Diabła (Nariz del Diablo) do stacji Sibambe. Mówi się, że aby dokończyć budowę odcinka kolei wykutego w twardej skale, zawarto pakt z samym diabłem, bo praca w tak trudnych warunkach pochłonęła wiele ludzkich istnień. Z ok. 4 tys. pracowników (pochodzących głównie z Jamajki) przeżyli nieliczni. Oddanie do użytku kilkunastokilometrowego fragmentu torów na początku XX w. było jednak wielkim wydarzeniem. Wszak odcinek ten nazywany jest najtrudniejszą trasą kolejową na świecie ze względu na wyzwanie, jakim okazało się zaprojektowanie i wybudowanie linii na zboczu góry Nariz del Diablo między wysoko położonym Alausí (ok. 2340 m n.p.m.) i leżącym w kanionie Sibambe (1400 m n.p.m.). Przedsięwzięcie stanowiło część większego planu połączenia stolicy Ekwadoru z wybrzeżem. Wprawdzie obecnie z Quito do Guayaquil, usytuowanego u ujścia rzeki Guayas do zatoki Pacyfiku, kursuje pociąg (Tren de las Maravillas), jednak uchodzi on raczej za luksusową atrakcję turystyczną. Podróż nim trwa cztery dni, ale w jej trakcie noce spędza się w hotelach położonych przy trasie. Ci, którzy mają mniej czasu lub nie są aż tak wielkimi miłośnikami kolei, powinni zadowolić się pokonaniem krótkiego, lecz niezmiernie malowniczego odcinka z Alausí do Sibambe.

W drodze na wybrzeże koniecznie trzeba zatrzymać się w pięknym kolonialnym mieście Cuenca (Santa Ana de los Cuatro Ríos de Cuenca). Ze względu na dobrze zachowaną zabudowę jego historyczne centrum znalazło się w 1999 r. na Liście Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Na szczególną uwagę zasługuje Stara Katedra (z XVI w.) przekształcona w muzeum sztuki sakralnej oraz Nowa Katedra z cudownymi zdobieniami, której budowę rozpoczęto w drugiej połowie XIX stulecia. W Cuence warto zgubić się w labiryncie wąskich uliczek. Poza tym polecam też pojechać do stanowiska archeologicznego Ingapirca. W tej okolicy pierwotnie osiedlił się lud Cañari, później miejsce trafiło pod panowanie Inków. Niewiele obiektów zachowało się do obecnych czasów, dlatego te ruiny są raczej gratką dla prawdziwych pasjonatów historii prekolumbijskiej. Osoby szukające wrażeń powinny skorzystać z drugiej słynnej ekwadorskiej huśtawki. Znajduje się ona na zboczu wzgórza Turi, z którego roztacza się panoramiczny widok na Cuencę i okolice. Huśtającym się na zamocowanym na długich linach krześle wydaje się, że unoszą się nad miastem.

 

Endemiczne legwany morskie na przybrzeżnych skałach w archipelagu Galapagos

© MINISTRY OF TOURISM OF ECUADOR

 

NAD OCEANEM

Zjeżdżając z Andów do Guayaquil, największego miasta Ekwadoru (mniej więcej 3-milionowego), wkraczamy w strefę tropikalną. Wysokie temperatury towarzyszą jego mieszkańcom przez cały rok, można więc zapomnieć o górskim chłodzie. Guayaquil to najważniejszy ośrodek biznesowy kraju. Jest nowoczesnym miastem z nadrzeczną promenadą, wieloma sklepami, restauracjami i pubami. Miłośnicy kolonialnej zabudowy znajdą chwilę wytchnienia na kolorowym wzgórzu Santa Ana, na którego zboczach rozciąga się najstarsza dzielnica Las Peñas, pełna galerii sztuki i małych knajpek. To właśnie tutaj w XVI w. został założony ten prężny dzisiaj ośrodek.

W odległości dwóch godzin jazdy samochodem (ok. 140 km) na zachód stąd leży miasto Salinas, popularne wśród mieszkańców Guayaquil miejsce na wypoczynek na plaży. Im dalej na północ wzdłuż wybrzeża się kierujemy, tym wokół robi się ciekawiej. Miejscowość Montañita zyskała popularność wśród surferów ze względu na tworzące się w jej pobliżu wysokie fale. W ciągu kilku lat z małej wioski przekształciła się w kurort turystyczny bardzo chętnie odwiedzany przez osoby chcące nauczyć się języka hiszpańskiego. Tak jak mieszkańcy Guayaquil mają swoje plaże w Salinas, tak quiteños jeżdżą wygrzewać się do Esmeraldas. Kto pragnie uciec od tłumów turystów, powinien poszukać małych wiosek rybackich jak choćby Mompiche. Mniej zatłoczonych miejsc nie brakuje, bo linia brzegowa Ekwadoru liczy sobie ponad 2,2 tys. km. Ekwadorskie wybrzeże to również świetny punkt do obserwowania migracji humbaków. Od czerwca do września można się wybrać na wycieczkę w poszukiwaniu tych wielkich ssaków z rodziny płetwalowatych, a z miasteczka Puerto López warto popłynąć na tzw. Galapagos dla ubogich, czyli Srebrną Wyspę (Isla de la Plata), gdzie spotyka się m.in. uchatki patagońskie, delfinki wysmukłe (tropikalne), głuptaki niebieskonogie i czerwononogie, żółwie morskie, pelikany czy fregaty. Jeśli jednak ktoś jest prawdziwym miłośnikiem przyrody, musi udać się na prawdziwy archipelag Galapagos. To miejsce zupełnie nie z tej ziemi!

 

ARCHIPELAG DARWINA

Wyspy Galapagos są niezaprzeczalnie skarbem Ekwadoru. Zamieszkuje je wiele gatunków zwierząt (w tym endemicznych), np. żółwie słoniowe, kotiki i uszanki galapagoskie, głuptaki niebieskonogie, kormorany nielotne, myszołowy galapagoskie, gołębiaki plamiste, albatrosy galapagoskie, fregaty wielkie, legwany galapagoskie i morskie, pingwiny równikowe, petrele galapagoskie, zięby Darwina, czaple galapagoskie, pelikany czy flamingi. W 1959 r. cały region objęto ochroną parku narodowego. Prawie 20 lat później, w 1978 r., wyspy wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Dziś archipelag zamieszkuje niecałe 30 tys. osób, ale w ciągu roku przybywa na niego ponad 200 tys. turystów.

Podczas pobytu na Galapagos ma się niepowtarzalną okazję zobaczenia z bliska zwierząt, które nie występują nigdzie indziej na świecie. Ruch turystyczny jest tu ograniczony, ale wszystkie dostępne miejsca, takie jak Stacja Badawcza im. Charlesa Darwina w mieście Puerto Ayora na Santa Cruz, okolice do nurkowania, tunel z lawy oraz trasy trekkingowe, są warte zainteresowania. Na archipelagu znajdują się liczne wulkany. Najwyższy, Wolf, wznosi się na największej wyspie, Isabeli, i mierzy 1707 m n.p.m. Najpopularniejszym sposobem poznawania Galapagos są kilku- lub kilkunastodniowe rejsy niewielkimi statkami. W trakcie takiej wycieczki zwiedza się różne miejsca na archipelagu i nurkuje, a na noc wraca na pokład. Wizyta na tych niezwykłych wyspach może być zdecydowanie jednym z najpiękniejszych i najbardziej nietypowych doświadczeń w życiu. Ja na pewno kiedyś na nie wrócę, bo czuję niedosyt wrażeń.

 

Kajmany zamieszkują rozlewiska rzek w ekwadorskim regionie Oriente (Wschód)

© MINISTRY OF TOURISM OF ECUADOR

 

W AMAZOŃSKIM LESIE

Z unikatowego archipelagu przenosimy się na kontynent i to na wschodnią stronę Andów, gdzie jest zielono i wilgotno. Czwarty świat Ekwadoru stanowi fragment Amazonii, zwany tutaj Oriente (Wschód). Region ten pokrywa prawie połowę całego obszaru kraju. Co ciekawe, to właśnie w tej okolicy hiszpańscy konkwistadorzy pod przywództwem Francisca de Orellany (1511–1546) odkryli dorzecze Amazonki i jej górny bieg w XVI w. Samą rzekę nazwano podobno od plemienia Amazonek, ponieważ po drodze wyprawa odkrywcza spotkała kobiety-wojowników.

Amazońskie gęste lasy deszczowe są prawdziwym królestwem flory i fauny. Mimo swoich dużych rozmiarów Oriente jest regionem słabo zasiedlonym. W jego granicach znajduje się tylko kilka miast i według szacunków obszar zamieszkuje ok. 750 tys. ludzi. W ekwadorskiej Amazonii założono cztery parki narodowe i kilka rezerwatów przyrody. Niektóre źródła podają, że na terenie Parku Narodowego Yasuní (Parque Nacional Yasuní) występuje największa bioróżnorodność na świecie.

Aby dostać się do lasów deszczowych Oriente i móc na własne oczy zobaczyć tę wyjątkową krainę dzikiej przyrody, trzeba skorzystać z usług tutejszych doświadczonych przewodników. Samodzielna wyprawa jest nie najlepszym pomysłem. W Ekwadorze działa sporo firm, które organizują kilkudniowe wycieczki do Amazonii. W programie są również noclegi w specjalnych domkach w lesie i rozmaite atrakcje, jak np. łowienie piranii, pływanie łódką po rzece, poznawanie gatunków roślin i zwierząt, a niekiedy także spotkania z rdzennymi mieszkańcami tych terenów i uczestniczenie w ich codziennym życiu. Jeśli ktoś nie ma ochoty na dłuższy pobyt w wilgotnym, tropikalnym klimacie, może dojechać do Teny (niewielkiej stolicy prowincji Napo) i wybrać się na jednodniową wycieczkę w leśną gęstwinę. Przedsmak lasu deszczowego zapewnia już okolica wspomnianych miejscowości Baños i Papallacta, do których łatwiej się dostać niż do miast w regionie Oriente.

***

Góry i niziny, śnieg i parny tropik, ocean i lasy deszczowe, ciekawi ludzie i niesamowite zwierzęta – wszystko to czeka na wyciągnięcie ręki w Ekwadorze. Ten kraj naprawdę łączy w sobie cztery światy. Warto samemu się o tym przekonać.

Wydanie Wiosna 2018