ROBERT PAWEŁEK

 

Jeśli nie wiesz, jak wygląda raj, jedź do Trentino! – mawiają Włosi. Miłośnikom białego szaleństwa region ten oferuje 800 km nartostrad, a amatorom sportów wodnych – setki jezior i rzek. A wszystko to pośród majestatycznych szczytów Dolomitów, jednych z najpiękniejszych gór świata, wpisanych w 2009 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

Każdy narciarz ma swoje ulubione miejsca. Jedni wolą szwajcarskie, austriackie czy słoweńskie kurorty, inni, jak np. sam król nart – Alberto Tomba, Dolomity. Bardzo lubił je także papież Jan Paweł II, też narciarz. Trasy zjazdowe prowadzą tu pośród szczytów, przez zaśnieżone doliny. Warto poczekać do zmierzchu, żeby stać się świadkiem magicznego zjawiska nazywanego po włosku enrosadira, kiedy czerwona, słoneczna poświata oblewa szczyty. Te niesamowite widoki można również podziwiać o świcie. Zachwycał się nimi Johann Wolfgang von Goethe, choć sam nie jeździł na nartach.

 

Dla podróżnych, przybywających do Włoch starożytną drogą przez przełęcz Brenner (Passo del Brennero), Trentino-Alto Adige (Trydent-Górna Adyga) jest pierwszym napotkanym regionem tego kraju. Łagodny klimat jezior miesza się tutaj z ostrym powietrzem gór. Oprócz przepięknych krajobrazów znajdziemy na tym malowniczym terenie wszystko to, co sprawia, że wypoczynek można uznać za udany.

Prowincja Trentino (Trydent) znana jest nie tylko z doskonałych tras narciarskich, ale także z licznych źródeł termalnych, z których najsłynniejsze znajdują się w Levico Terme, Roncegno Terme, Rabbi i Comano Terme. W regionie znajduje się 297 jezior, na czele ze słynną Gardą oraz pobliskim Ledro. W wielu z nich można pływać i uprawiać sporty wodne – windsurfing, żeglarstwo czy kajakarstwo. Bez wątpienia Trentino to prawdziwy raj dla osób lubiących aktywny wypoczynek na łonie natury i ceniących sobie włoską gościnność.

 

Zima – narciarstwo bez granic

Jeśli zamierzacie szusować w paśmie Dolomitów Brenty (Dolomiti di Brenta), polecam miejscowość Madonna di Campiglio, która stała się najsłynniejszym ośrodkiem sportów zimowych we Włoszech. Niestety, ceny nie należą tu do najniższych. Ten modny kurort stanowi nie tylko mekkę narciarzy, lecz jest także miejscem, w którym warto bywać. Dlatego też pokazują się w nim znani politycy, gwiazdy show-biznesu, a wśród nich m.in. kreator mody Valentino, modelka Naomi Campbell, brytyjski aktor Roger Moore czy były gubernator stanu Kalifornia – Arnold Schwarzenegger.

Miłośników białego szaleństwa kuszą wspaniałe stoki, pozwalające szusować na wysokościach dochodzących do 2600 m n.p.m. Ci, którzy lubią wyzwania, powinni zmierzyć się z trasą Pucharu Świata, słynną nartostradą 3-Tre. Nie będą również zawiedzeni, jeśli wypuszczą się na Spinale Direttissima, której końcowy odcinek został zadedykowany mistrzowi Formuły 1 Michaelowi Schumacherowi. W Madonna di Campiglio każdy znajdzie coś dla siebie – zarówno wielbiciele ostrych zakrętów, jak i amatorzy łagodnych zjazdów, np. ze szczytu Spinale (2101 m n.p.m.). Warto zrobić sobie przerwę między szaleństwami na stokach i zajrzeć do lokalnych restauracji, żeby skosztować tradycyjnych włoskich makaronów i góralskiej polenty. W południe zapełniają się one zawsze narciarzami. Tłoczno bywa też w weekendy, dlatego niektórzy wolą zjazdy w sąsiednim, spokojniejszym Pinzolo (doskonałym dla rodzin z dziećmi). Dzięki nowym 8-osobowym gondolom, którymi połączono stoki w okolicach obu miejscowości, narciarze będą mieli teraz do swojej dyspozycji łącznie ponad 90 km tras. Dawniej odległość tę mogli pokonać jedynie samochodem, jadąc krętymi, górskimi drogami.

Nie odpinając desek, przeniesiemy się z Madonna di Campiglio również i do sąsiedniej strefy narciarskiej Folgarida-Marilleva w Val di Sole, czyli Dolinie Słońca, gdzie czeka na nas 300 km wspaniałych nartostrad. Zimą jest to najpopularniejsze miejsce w Trentino wśród turystów z Polski. Nazwa Dolina Słońca nie jest sloganem reklamowym. Wzmianki o Val di Sole można znaleźć już w starych dokumentach z XIII w. Według ludowej tradycji, nazwa ta wzięła się od położenia doliny, która „obraca się za słońcem” – ze względu na specyficzne ukształtowanie terenu przez większość dni w roku zbocza są tu wyjątkowo nasłonecznione.

Trentino przyciąga narciarzy jak magnes. W tym rejonie Włoch jest naprawdę wszystko: cudowne krajobrazy, łagodny klimat, 800 km nartostrad, setki kombinacji narciarskich. Oprócz Madonna di Campiglio, Folgarida-Marilleva czy Passo del Tonale (jazda na lodowcu), należących do regionu Skirama Dolomiti Adamello-Brenta, znajdziemy dziesiątki innych atrakcyjnych miejsc dla miłośników białego szaleństwa, w tym słynne Val di Fassa, Val di Fiemme czy San Martino di Castrozza (region Dolomiti Superski).

Poza samym narciarstwem alpejskim możemy tu spróbować zimą także innych rodzajów aktywnego wypoczynku. Do wyboru mamy m.in. snowboard, skialpinizm po trasach, które nie mają sobie równych nigdzie indziej w Europie, wspinaczkę po zamarzniętych wodospadach czy też nocne wyprawy przy blasku księżyca do Parku Narodowego Stelvio i Parku Przyrody Adamello-Brenta. A po dniu pełnym wrażeń warto zrelaksować się przy rozgrzewającym vin brulé, czyli grzanym winie.

 

Lato na świeżym powietrzu

Miłośnicy aktywnego wypoczynku również w sezonie letnim znajdą w Trentino coś dla siebie. Przygotowano tu np. rozbudowaną sieć szlaków rowerowych o różnym stopniu trudności. Są one doskonale oznakowane, nie sposób więc się zgubić. Dodatkowo hotele zrzeszone w Consorzio Trentino Mountain Bike Hotels, przyjazne dla wielbicieli dwóch kółek, zapewniają transport bagażu z jednego miejsca w drugie (obiekty tego typu znajdują się przy 150 trasach dla rowerzystów, w 13 miejscowościach). Nic więc dziwnego, że Trentino uważa się za wymarzoną krainę dla wszystkich miłośników turystyki rowerowej. Dla tych, którzy wolą spokojną jazdę z rodziną, przeznaczony jest najdłuższy, 89-kilometrowy szlak, o różnicy wzniesień zaledwie 45 metrów, przecinający Dolinę Adygi (Val d’Adige). Interesującą propozycję stanowi też trasa Tour delle Fortezze, która biegnie wśród fortyfikacji z okresu I wojny światowej. Rowerzyści, którzy szukają mocniejszych wrażeń, mogą skorzystać ze szlaków polecanych przez dwukrotnego zwycięzcę słynnego wyścigu kolarskiego Giro d’Italia (w 2001 i 2003 r.) – Gilberta Simoniego, urodzonego właśnie w Trydencie. Niezwykłe emocje przeżyją w Trentino także miłośnicy kolarstwa górskiego, którzy zwykle rozwijają zawrotne prędkości podczas zjazdów z gór. Grupki kolarzy spotkamy także często na malowniczych, krętych i stromych ścieżkach nad jeziorem Garda.

Jeśli nie przepadamy za jazdą na rowerze, mamy do wyboru ponad 800 tras pieszych (w sumie ok. 5 tys. km). Jedną z najsłynniejszych z nich jest niemal 200-kilometrowy Szlak Legend (Trekking delle Legende), który łączy trzy przepiękne doliny Trentino: Val di Fiemme, Val di Fassa i San Martino di Castrozza – Primiero – Vanoi. Kto nie chce wędrować sam, może wyruszyć na wyprawę z przewodnikiem górskim. Z ich fachowej pomocy korzystają również amatorzy wspinaczek wysokogórskich.

W Trentino dużą popularnością cieszy się również free climbing, czyli widowiskowa wspinaczka klasyczna. Jej mekką stały się okolice miejscowości Arco. Organizuje się tu co roku w pierwszy weekend września słynne zawody Rock Master. Jest to jedna z najbardziej prestiżowych imprez wspinaczkowych, na którą zapraszani są najlepsi zawodnicy z całego świata. Oprócz Arco na uwagę miłośników free climbingu zasługuje też Val di Daone. Dolina ta słynie jednak przede wszystkim z zimowej wspinaczki lodowej po zamarzniętych wodospadach (lodospadach).

 

Wodny raj

Trentino to nie tylko wysokie szczyty, ale także rzeki oraz 297 malowniczych jezior, rozrzuconych po górach, wyżynach, lasach i pastwiskach. Latem można uprawiać na nich pływanie, żeglarstwo, windsurfing, kajakarstwo, wędkarstwo oraz nurkowanie, a w okolicznych, rwących potokach – rafting i kanioning. Garda, największe z włoskich jezior (ok. 370 km2), za sprawą wiejącego codziennie lokalnego wiatru z południa o nazwie ora, wspaniale nadaje się do żeglowania i zalicza do światowej czołówki najlepszych akwenów na regaty. Dodatkowym atutem tego miejsca jest cudowny mikroklimat, który sprawia, że już w marcu temperatura powietrza dosyć często przekracza 20° C. A poza tym, spacerując wśród tutejszych pięknych palm, możemy się poczuć niemal jak na wybrzeżu Morza Śródziemnego...

Swoimi uroczymi zatoczkami i rozbudowaną linią brzegową wielu turystów przyciąga także jezioro Ledro. Jego krystalicznie czyste zielono-lazurowe wody są doskonałym miejscem do uprawiania żeglarstwa, windsurfingu i kajakarstwa. Jezioro warte jest polecenia również z powodu odkrycia w nim śladów prehistorycznych cywilizacji. W 1929 r., podczas znacznego obniżenia poziomu wód, z jego głębin wyłoniła się osada palowa z epoki brązu, zbudowana 3500 lat temu. Z kolei jezioro Caldonazzo to prawdziwa mekka miłośników jazdy na nartach wodnych…

 

Rodzinne wakacje

Położone nad jeziorem Garda 16-tysięczne miasteczko Riva del Garda raz w roku zapełnia się baśniowymi postaciami podczas organizowanej tu pod koniec sierpnia 4-dniowej imprezy Notte di Fiaba, czyli „Nocy Baśni”. Po uliczkach spacerują wtedy np. Królewna Śnieżka lub Czarodziej z Krainy Oz. Dla rodzin z dziećmi, planujących wakacje na łonie natury, doskonałym miejscem może być też jezioro Levico, w którym temperatura wody nie spada latem poniżej 23° C. Korzystać z promieni słonecznych można tu na dzikich plażach lub w jednym ze strzeżonych kąpielisk – Lido del Levico i La Taverna. Na miejscu działają wypożyczalnie sprzętu pływającego (kajaków, żaglówek, desek surfingowych), a nad bezpieczeństwem kąpiących się dzieci czuwają ratownicy. Oprócz hoteli i apartamentów położonych bezpośrednio nad jeziorem mamy też do dyspozycji trzy campingi z doskonałą infrastrukturą. Dla turystów przygotowano także różnorodne oferty, np. program Valsugana Junior, którego animatorzy organizują dla najmłodszych wspólne zabawy podczas wycieczek, gier i imprez muzycznych. Natomiast projekt Sette giorni nel verde skierowany jest do ludzi w każdym wieku i nastawiony na poznawanie tradycji, kultury i zwyczajów kulinarnych doliny Valsugana.

Do Trentino warto się wybrać z rodziną także zimą. Praktycznie w każdej miejscowości znajdują się szkółki narciarskie dla dzieci (godzinny kurs kosztuje ok. 40 euro). Na trasach dla maluchów ustawiono kolorowe, dmuchane zamki i postaci z bajek. Pomyślano też o specjalnych zniżkach: nasze pociechy do 8 roku życia otrzymują bezpłatny skipass (karnet narciarski), a za dzieci od 8 do 14 lat zapłacimy połowę ceny. Dla rodziców chcących w spokoju pozjeżdżać ze stoków powstały kluby dla najmłodszych (baby clubs). Mogą oni zostawić w nich swoje pociechy pod czujnym okiem doświadczonych opiekunów.

 

Zdrowie i relaks

Po aktywnie spędzonym dniu warto odpocząć, żeby zebrać siły przed kolejnymi sportowymi wyzwaniami. W każdym hotelu oznaczonym logiem Vita Nova – Trentino Wellness Hotel&Resort możemy spodziewać się najwyższego poziomu usług. Do wyboru będą sauny, łaźnie tureckie, baseny, wanny z hydromasażem i tzw. strefa relaksu. Wykwalifikowany personel wykonuje masaże odprężające i prowadzi kursy gimnastyki wodnej, jogi czy zajęcia fitness. W Trentino znajduje się aż osiem ośrodków wodolecznictwa, wyspecjalizowanych w kąpielach ziołowych, m.in. Rabbi i Peio w Val di Sole, Val Rendena w regionie Val Rendena i Terme Dolomia w Val di Fassa. Tradycje wód termalnych sięgają tu czasów antycznych, bowiem właściwości terapeutyczne tutejszych źródeł znane były już w okresie Cesarstwa Rzymskiego. W tym regionie leczy się głównie choroby skóry, stawów, układów krążenia i oddechowego, schorzenia trawienno-jelitowe. Wszystkie ośrodki są malowniczo położone, otoczone bujną zielenią i przepięknymi górami.

 

Rozkosze podniebienia

Miłośnikom włoskich smaków Trentino gwarantuje wspaniałe doznania. Posiłek w tutejszej restauracji składa się z kilku obowiązkowych pozycji. Najpierw podaje się antipasti (przekąski), czyli zestaw wędlin, sałat i serów, potem primo piatto (pierwsze danie) – makaron przyrządzany na różne sposoby, a potem secondo piatto (drugie danie) – mięso, sosy i dodatki w postaci polenty lub ziemniaków. Ucztę kończy deser oraz kawa. Alpejska kuchnia miesza się tu ze śródziemnomorską, dzięki czemu bogactwo potraw jest ogromne. Wiele restauracji, pensjonatów agroturystycznych i schronisk oferuje dania przygotowane według tradycyjnych receptur. Prawdziwą gwarancję wysokiej jakości naturalnych produktów dają jednak tylko typowe gospody trydenckie spod znaku Osteria Tipica Trentina. Jest to kilkadziesiąt wyselekcjonowanych lokali serwujących regionalne potrawy, do których podaje się znakomite wina ze znaczkiem DOC (Denominazione di Origine Controllata), a wśród nich najbardziej znane: Teroldego Rotaliano – mocne, czerwone, o intensywnym aromacie, Marzemino – wytrawne, czerwone, o delikatnej nucie oraz Vino Santo, czyli „Wino Święte” – słodkie i aromatyczne, wytwarzane ze szczepu winogron Nosiola. Na zakończenie posiłku zawsze podaje się słynną grappę, czyli mocny trunek destylowany ze świeżych sfermentowanych wytłoczyn po produkcji wina.

W Trentino mówi się: Ciesz się dniem, gdyż właśnie trwa. Zapewne ta maksyma przypadła do gustu również Polakom, którzy – według ostatnich badań – są drugą nacją po Niemcach, najchętniej odwiedzającą ten rejon Włoch. Co roku przyjeżdża tutaj na narty ok. 80 tys. polskich turystów. Warto, żeby poznali oni również wiosenne, letnie i jesienne atrakcje Trentino – miejsca idealnego na aktywne wakacje. Nic więc dziwnego, że nawet Czesław Lang myśli o rozpoczęciu w sierpniu 2013 r. naszego narodowego wyścigu kolarskiego Tour de Pologne z tej malowniczej prowincji Włoch…

 


 

 

Artykuły wybrane losowo

Meksyk i trzeci ocean

MAGDALENA LASOCKA

<< Jeśli lubicie przygody i nowe doznania, na pewno nie będziecie zawiedzeni podróżą do Meksyku. Zwłaszcza jeżeli tak jak ja kochacie wodę i sporty wodne. W tym kraju czas płynie wolniej, zmysły odbierają więcej, słońce świeci jaśniej, a ludzie uśmiechają się radośniej. Jedyne ryzyko jest takie, że zakochacie się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia i zapragniecie pozostać w nim na zawsze. >>

Więcej…

Cuba libre

 

JERZY PAWLETA

www.jerzypawleta.pl

 

Muzycy w słynnym lokalu „Casa de la Trova” w mieście Santiago de Cuba

casa de la trova dancers santiago

© CUBAN TOURIST BOARD

 

Kuba to z wielu względów miejsce wyjątkowe na mapie świata. Elementem charakterystycznym są tutaj liczne stare amerykańskie samochody wtopione w kubański miejski krajobraz. Gdy wyszedłem z lotniska i rozejrzałem się wokół, nie miałem wątpliwości, gdzie jestem.

 

Pierwsze zdjęcie, jakie zrobiłem, przedstawiało ciemnoskórą dziewczynę wysiadającą z pięknego, choć mocno wiekowego i nieco rozpadającego się, niebieskiego amerykańskiego krążownika szos o wielkich skrzydłach z tylnymi lampami. Była to klasyczna kubańska taksówka, jakich spotkałem później dziesiątki, a od których nigdy nie mogłem oderwać wzroku. Są kolorowe i ogromne, zabierają tyle osób, ile zmieści się w ich wnętrzu. Jeśli załapiemy się na przejazd z miejscowymi, zapłacimy 1 peso kubańskie wymienialne (CUC), czyli prawie 1 euro, i przepłacimy jedynie 100 proc. ceny. Jeśli pojedziemy jako turyści, ta sama trasa będzie nas kosztować od 10 do 20 peso (CUC) w zależności od naszych umiejętności targowania się. Poza tym po ulicach kursują też zabytkowe kabriolety. One również mogą służyć jako taksówki, ale w tym przypadku cena zaczyna się od 35 peso (CUC), gdyż używa się ich głównie do zwiedzania stołecznej Hawany. Oczywiście, można i należy się targować, jednak często popyt przewyższa podaż.

 

Podziwianie stolicy z siedzenia starego amerykańskiego samochodu ma znaczącą przewagę nad wycieczką otwartym autobusem turystycznym, ponieważ mimo swoich rozmiarów wciśnie się on w niemal każdy zaułek, a jego kierowca pokaże nam, co tylko zechcemy, i nierzadko sam podpowie, co warto zobaczyć. Utrzymanie takich aut jest kosztowne. Części zapasowe sprowadzane są z USA, gdzie ich wyszukiwaniem i skupywaniem zajmują się wyspecjalizowane grupy Kubańczyków mieszkających głównie w Miami. Często oryginalne silniki wymienia się na mniejsze, bardziej ekonomiczne, żeby na jednym litrze paliwa zrobić nie trzy kilometry, a przynajmniej sześć. Gdy pytałem o cenę dobrze utrzymanego samochodu, w odpowiedzi otrzymywałem kwoty powyżej 30 tys. peso (CUC). Aby pokonać małe odległości w Hawanie, warto wziąć rikszę lub po prostu wybrać się na spacer.

 

MUZYCZNA WYSPA

 

Dokonywanie płatności na Kubie wydaje się dosyć skomplikowane. Oprócz peso kubańskiego wymienialnego (CUC), podstawowego środka płatniczego, używanego szczególnie przez turystów, w obiegu pozostaje też peso kubańskie (CUP), w którym wypłatę otrzymują Kubańczycy. Ta druga waluta ma ok. 25 razy mniejszą wartość niż pierwsza. Obcokrajowcy także mogą w niej płacić za towar lub usługi, ale trudno znaleźć kantor, który wymienia euro (dużo lepszy kurs niż za dolary amerykańskie) na peso kubańskie (CUP), a ja nie spotkałem miejsca, gdzie mógłbym się nimi posłużyć. Bankomaty, jeśli w ogóle udaje się je znaleźć, nie zawsze akceptują europejskie karty płatnicze. W niewielu punktach dokonamy również płatności kartą, warto więc zabrać ze sobą wystarczającą ilość gotówki.

 

Na Kubie, oprócz zabytkowych samochodów i uśmiechniętych mieszkańców pozdrawiających mnie przyjaznym Hola! („Cześć!”), powitała mnie też muzyka. Rozbrzmiewa ona właściwie wszędzie: w hotelu, restauracji, kafejce, sali koncertowej, sklepie czy na ulicy. Jest tak różna, jak skomplikowana jest historia kraju i jej wpływ na kulturę wyspy. Oczywiście, dominuje w niej ten charakterystyczny rys, jaki znamy choćby ze ścieżki dźwiękowej kultowego już filmu Wima Wendersa Buena Vista Social Club z 1999 r., który spopularyzował muzykę kubańską na świecie. Genialną i zarazem moją ulubioną piosenkę Chan Chan skomponowaną przez Compaya Segundo (1907–2003) słyszałem tutaj w wielu niezwykłych wersjach. Bardzo wysoki poziom prezentują koncerty muzyki klasycznej. Dobrze wykształceni Kubańczycy (szkolnictwo jest bezpłatne) otrzymują w swoim kraju znakomite przygotowanie do rozpoczęcia kariery na światowych scenach. Miałem przyjemność uczestniczyć w świetnym koncercie w dawnym kościele (dziś sali koncertowej) przy barokowym klasztorze św. Franciszka z Asyżu (Convento de San Francisco de Asís), obecnie pełniącym funkcję Muzeum Sztuki Sakralnej (Museo de Arte Sacro). Wznosi się on przy pięknym placu św. Franciszka z Asyżu (Plaza de San Francisco de Asís), otoczonym zabytkową zabudową i otwartym na Terminal Sierra Maestra (przystań statków wycieczkowych) i Zatokę Hawańską (Bahía de La Habana). Licząca 42 m wieża świątyni to najwyższa konstrukcja z epoki kolonialnej na terenie Starej Hawany (La Habana Vieja). Plac zdobi Fontanna Lwów (Fuente de los Leones) wykonana z białego marmuru.

 

W wielu miejscach w stolicy usłyszymy także musicale czy muzykę popularną. Jednym z najpiękniejszych budynków, w którym będzie nam dane cieszyć się tego rodzaju utworami, jest Teatr Wielki (Gran Teatro de La Habana), usytuowany w sąsiedztwie charakterystycznego monumentalnego Kapitolu (Capitolio Nacional de Cuba), wzorowanego na Panteonie w Paryżu, Bazylice św. Piotra w Watykanie i siedzibie Kongresu Stanów Zjednoczonych w Waszyngtonie. Po spektaklu bez trudu znajdziemy magiczną kolorową taksówkę, stoi ich tu zawsze pełno. A jeśli zapragniemy napić się kawy, możemy wstąpić do „Gran Café El Louvre”, utrzymanej w kolonialnym stylu kawiarni przy pobliskim klimatycznym Hotelu Inglaterra. W poszukiwaniu różnych odmian kubańskiej muzyki warto odwiedzić też jeden z kabaretów, jak choćby słynną „Tropicanę” (działającą od 31 grudnia 1939 r.) ze sceną pod gołym niebem, która zaskakuje różnorodnością repertuaru i bogactwem strojów.

 

RUM W ROLI GŁÓWNEJ

 

Z Kubą kojarzy się jeszcze – oczywiście – rum, prawdziwa duma tego kraju. Produkowany jest w wielu destylarniach i występuje w różnych odmianach. Sam smakuje znakomicie, ale stał się również podstawą licznych wyśmienitych koktajli. Barmani wciąż prześcigają się w pomysłach i wymyślają nowe drinki, aby zaskoczyć gości. Niemniej największą popularnością wśród koneserów dobrych trunków cieszą się te najbardziej klasyczne, uwielbiane przez znane postaci, które gościły na wyspie. Niektóre z tutejszych klimatycznych knajpek słyną właśnie ze swoich sławnych klientów. W barze i restauracji „Floridita” kolejka chętnych wydaje się nie kończyć. Nikogo to jednak nie zraża, przecież tutaj bywał amerykański pisarz i dziennikarz Ernest Hemingway (1899–1961). Jeśli nie lubimy tłumów, to jego ulubiony koktajl na bazie białego rumu, czyli daiquiri, możemy wypić także w „El Presidente”. Dodatkową atrakcją tego lokalu znajdującego się na wysokim piętrze starej kamienicy jest znakomity widok na Malecón, kilkukilometrową promenadę położoną wzdłuż wybrzeża, o które rozbijają się fale Zatoki Meksykańskiej.

 

Jednym z najlepszych drinków z rumem, jakie miałem przyjemność zdegustować, był habana especial sporządzony w Hotelu Habana Riviera. Jego wielki gmach zbudował w latach 50. XX w. w dzielnicy Vedado, nowej części kubańskiej stolicy wzorowanej na otwartych przestrzeniach Miami, znany amerykański gangster polsko-żydowskiego pochodzenia Meyer Lansky (Meier Suchowlański). Wnętrza zachowały oryginalny wystrój z epoki, dotyczy to zwłaszcza efektownej restauracji czy przylegającego do niej baru. Naprawdę trudno oprzeć się zaproszeniu miejscowego barmana, który raczy gości opowieściami z czasów świetności hotelu i ilustruje je oryginalnymi zdjęciami zapisanymi w pamięci swojego telefonu komórkowego.

 

W Hawanie każdy koktajl to osobna historia. Pewnego razu trafiłem na jedną z wielu tak pięknych, jak zaniedbanych uliczek Starej Hawany, która tętniła swoim południowym rytmem. Życie toczyło się na niej wszędzie, w oknach, na skrzyżowaniach, w małych knajpach. Koło jednej z tych ostatnich, „El Ángel de Tejadillo”, zaczepił mnie z uśmiechem ciemnoskóry mieszkaniec tego kwartału miasta. Zachęcił go mój beret z wizerunkiem symbolu rewolucji – Ernesta „Che” Guevary (1928–1967). Zaprowadził mnie do znajdującego się gdzieś zupełnie na uboczu dosyć prostego wnętrza ze stolikiem z maszyną do pisania i sfatygowanym krzesłem. Na ścianie wisiały zdjęcia „Che” Guevary, zapisana kartka i pokaźnych rozmiarów dzwon. Podobno właśnie w tym miejscu zasiadał i pisał swoje teksty. Dźwięk dzwonu oznajmiał wszystkim jego przybycie, miał prowokować agentów CIA, którzy chcieli go zabić. Ku czci Ernesta „Che” Guevary serwuje się tu, podobno jedyne w Hawanie, drinki w kolorach flagi Kuby: niebieskim, białym i czerwonym.

 

Wyśmienitych koktajli alkoholowych z rumem skosztować można wszędzie – zarówno w najzwyklejszej knajpce na rogu lub zapuszczonym sklepiku, jak i w najlepszym hotelu w mieście czy na luksusowym katamaranie, z którego będziemy podziwiać kubańską stolicę od strony morza. Do klasycznych pozycji w menu należą mojito, piña colada, cubata, ron collins, wspomniane daiquiri bądź habana especial. Na początku tej listy znajduje się połączenie rumu i napoju tuKola, czyli cuba libre, a w tłumaczeniu na polski „wolna Kuba”.

 

RÓŻNE TWARZE STOLICY

 

Hawana to swoista mozaika. Jest tak różnorodna i zaskakująca, że nigdy nie starcza dnia, aby zrealizować założony plan zwiedzania. Zawsze znajdziemy uliczkę, która skusi nas kolorami swoich kamienic, muzyką dobiegającą zza rogu, kawiarenką wabiącą zapachem kawy. Oprócz tego w rejonie La Habana Vieja, wpisanym w 1982 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, i jego bezpośrednim sąsiedztwie wznoszą się monumentalne budowle świadczące o tym, jak ważną rolę odgrywało to miasto na przestrzeni wieków. Są ich dziesiątki. Na pewno należy wspomnieć barokową Katedrę w Hawanie (Catedral de La Habana), dawny Pałac Prezydencki (dziś siedzibę Muzeum Rewolucji – Museo de la Revolución), niegdysiejszą ufortyfikowaną rezydencję hiszpańskich gubernatorów Kuby Castillo de la Real Fuerza i Pałac Kapitanów Generalnych (Palacio de los Capitanes Generales). Poza tym zachowało się tu wiele zabytkowych kościołów i klasztorów.

 

Na nabrzeżu, tuż obok Terminalu Sierra Maestra, gdzie podczas mojego pobytu na Kubie, w dniu 2 maja 2016 r., do Hawany przybył po raz pierwszy od czasów wprowadzenia embarga przez USA ogromny turystyczny statek pasażerski MV Adonia (należący do amerykańskiej linii Fathom), znajduje się hala targowa. Obok stoisk z typowymi towarami działa w niej największa galeria malarstwa, jaką w życiu widziałem. Pod rozległym dachem artyści i zwykli sprzedawcy oferują przeróżne obrazy. Kolorowe płótna, umieszczone nad sobą na wielkich stojakach, tworzą prawdziwy labirynt. Niedaleko stąd w swoje progi zaprasza gości niewielki browar o długiej, dźwięcznej nazwie „Cervecería Antiguo Almacén de la Madera y el Tabaco”, gdzie oprócz spróbowania kilku rodzajów piwa możemy zjeść pyszny posiłek i posłuchać zespołu grającego gorące kubańskie przeboje. Za 10 peso kubańskich wymienialnych kupimy płytę CD z muzyką w jego wykonaniu.

 

Przy tej samej alei (Avenida del Puerto) mieści się Muzeum Rumu Havana Club – Museo del Ron Havana Club. W kilkupiętrowej kamienicy zebrano wiele eksponatów związanych z wytwarzaniem tego trunku, udostępniono multimedialne wystawy przybliżające jego historię i otwarto dobrze zaopatrzony sklep. Niemal naprzeciwko znajduje się spory mural z kolorową podobizną Ernesta „Che” Guevary, idealne miejsce do zrobienia sobie zdjęcia ze słynnym latynoamerykańskim rewolucjonistą. Scenerię Starej Hawany wykorzystali twórcy serialu House of Lies (Kłamstwa na sprzedaż) emitowanego przez stację telewizyjną Showtime. Jest to pierwsza realizacja amerykańskiego scenariusza w tym kraju od momentu przywrócenia stosunków między USA i Kubą. Ekipę filmową i jej wielkie ciężarówki spotkałem koło Kościoła św. Anioła Stróża (Iglesia del Santo Ángel Custodio). Kręceniu scen piątego sezonu przyglądali się z ogromnym zainteresowaniem liczni Kubańczycy. Wielu z nich miało wpięte w klapy marynarki czy koszule znaczki symbolizujące przyjaźń kubańsko-amerykańską.

 

Bogato zdobiona barokowa fasada XVIII-wiecznej Katedry w Hawanie

68 CatedralNueva Havanna 14x8 F1

© CUBAN TOURIST BOARD

 

HAWANA W NOWYCH CZASACH

 

Miejscem, które nie sposób ominąć w Hawanie, jest plac Rewolucji (Plaza de la Revolución). Jego centralny punkt stanowi olbrzymi Pomnik José Martíego (Monumento a José Martí), kubańskiego bohatera narodowego, przywódcy ruchu niepodległościowego w XIX w., a zarazem poety i pisarza. Otaczają go równie monumentalne budynki rządowe. Nie byłyby może warte wspomnienia, gdyby nie znajdował się wśród nich bodaj najczęściej fotografowany przez turystów gmach na Kubie – Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Tę szczególną popularność zawdzięcza on ogromnych rozmiarów metaloplastyce przedstawiającej Ernesta „Che” Guevarę. Plaza de la Revolución dobitnie przypomina nam, że kubańska rewolucja ciągle trwa. Inny jest jedynie jej charakter. Wydaje się, że bardziej przystający do naszych czasów.

 

Po drugiej stronie wejścia do Zatoki Hawańskiej i portu znajdują się dwie hiszpańskie fortece – Castillo del Morro (z XVI–XVII w.) i Fortaleza de San Carlos de la Cabaña (z XVIII stulecia). Od strony Starej Hawany dostać się do nich można wyłącznie tunelem drogowym biegnącym pod kanałem. Warto zapuścić się w zakamarki Zamku Morro, poczuć i usłyszeć huk fal uderzających o skały, na których stoi ta potężna budowla z latarnią morską. Z jej murów roztacza się wspaniały widok na całą zatokę i kubańską stolicę. W pobliżu działa restauracja „Los Doce Apóstoles”. Druga twierdza zbudowana została nieco powyżej, na niewielkim wzniesieniu. W dniach 3–7 maja 2016 r. gościła międzynarodowe targi turystyczne pod nazwą FITCuba, coroczne wydarzenie skupiające wystawców z wielu krajów, w tym organizacje turystyczne, linie lotnicze, sieci hotelowe, biura podróży czy usługodawców z różnych dziedzin turystyki Kuby. Była to już 36. edycja tej zakrojonej na szeroką skalę imprezy. Jak zazwyczaj w targach udział wzięli przedstawiciele władz i liczni zwiedzający. Mnie zaskoczyły dwie rzeczy: silna reprezentacja Kanady i fakt, że Kanadyjczycy stanowią największy procent turystów odwiedzających Kubę.

 

KRÓLESTWO CYGAR

 

Hawana przyciąga z wielką siłą, ale na wyspie jest wiele atrakcyjnych miejsc. Jedziemy na zachodni kraniec Kuby – do prowincji Pinar del Río. W Las Barrigonas zatrzymują nas przedziwne baniaste palmy, pod którymi rozciągają się plantacje trzciny cukrowej i tytoniu. Liście tytoniu zbiera się w lutym i marcu. Podczas mojego pobytu w maju suszyły się już w naturalnych warunkach. Zanim się je roluje, podlegają procesowi fermentacji trwającemu ok. 45 dni. Dopiero dzięki temu nabywają idealnych właściwości. W ten sposób powstają znane na całym świecie kubańskie cygara. W nieodległym sklepiku można kupić gotowe wyroby mające rozmaitą jakość i sprzedawane pod różnymi markami. Ich ceny są – oczywiście – również bardzo zróżnicowane.

 

Kolejny przystanek to park linowy w malowniczym rejonie Valle de Viñales, także słynącym z upraw tytoniu i wpisanym w 1999 r. na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO z uwagi na niezwykły krajobraz. Rozrzucone pojedynczo po dolinie olbrzymie formacje wapienne (mogoty) przybierają niesamowite formy. Między nimi leżą małe wioski i plantacje. Na jednym z takich pagórów rozpoczynamy zjazd na linach. Do pokonania jest kilka odcinków o różnej skali trudności i rozwijanej prędkości. Kaski, w które nas wyposażono, nie odgrywają więc roli jedynie kolorowego dodatku do stroju. Widoki rozpościerające się z tej wysokości są fantastyczne! W jednej z urokliwych dolinek (Valle de Dos Hermanas), pod wielką skałą z ogromnym malowidłem z lat 60. XX w. (miejscowi nazywają je Muralem Prehistorycznym – Mural de la Prehistoria) znajduje się restauracja. Zamawiamy kubańskie specjały, czyli zupę ajiaco i danie ropa vieja („stare ubranie”) – rozdrobnioną wołowinę podawaną z ryżem i warzywami. Raczymy się też pysznymi drinkami, a posiłek umila nam muzyka na żywo. Zespół gra nawet moją ulubioną piosenkę Chan Chan.

 

Mural Prehistoryczny przedstawia etapy ewolucji ludzi i zwierząt

45

© JERZY PAWLETA/JERZYPAWLETA.PL

 

KARAIBSKIE WAKACJE

 

Nie wolno jednak zapomnieć, że Kuba to przecież Karaiby – wspaniałe białe plaże, turkusowa woda, rozłożyste palmy i wszystko to, co kojarzy się z wakacjami. W takie miejsce chce się uciec choćby na chwilę. Warto pojechać do położonego ok. 130 km na wschód od Hawany Varadero, kurortu spełniającego marzenia o wakacyjnym raju. Przed turystycznym kompleksem handlowo-restauracyjnym Plaza América, będącym również centrum kongresowym i wychodzącym wprost na białą plażę, witają nas pracownicy baru i restauracji „The Beatles”. Na placu muzycy grają rockandrollowe przeboje. Nie jest to rzecz zwyczajna na Kubie – muzyka takich zespołów jak The Beatles czy The Rolling Stones była przez lata zakazana przez władze. Dzięki polepszeniu się stosunków dyplomatycznych ze Stanami Zjednoczonymi do Hawany zawitali w marcu 2016 r. z darmowym koncertem właśnie sami Rolling Stonesi. Występ wieńczył ich latynoamerykańską trasę. Muzykom klubu „The Beatles” towarzyszą kubańscy harleyowcy w czarnych skórzanych ubraniach z wyszytym napisem Latino Americanos Motociclistas Asoc. Cárdenas Cuba. Przy plaży króluje salsa, a na piasku rozłożyli swój sprzęt kitesurferzy. Aż chce się żyć!

 

Jesteśmy gośćmi Meliá Hotels & Resorts, hiszpańskiej sieci eleganckich, komfortowych hoteli. Meliá Marina Varadero – 5-gwiazdkowy obiekt, w którym zostaliśmy zakwaterowani – znajduje się nad brzegiem morza, więc czym prędzej zanurzamy się w ciepłych, aksamitnych wodach. Na lunch warto wybrać się katamaranem na jedną z pobliskich wysepek, a po drodze odwiedzić delfinarium. Obserwowanie tych sympatycznych ssaków to niezwykła przyjemność. Jeszcze więcej radości sprawia zabawa z nimi. Turyści zapraszani są do ogromnych basenów skonstruowanych na środku morza i mogą głaskać ocierające się o nich delfiny, bawić się z nimi czy nawet próbować je podnieść! Nieco dalej czeka na przybyszów karaibski raj. Małą, porośniętą wysmukłymi palmami wysepkę okala biała plaża i turkusowa woda. Na granicy piaszczystego brzegu i palmowego gaju znajduje się niewielka restauracja. Tutaj możemy się oddać wakacyjnym przyjemnościom – popływać, ponurkować, pograć na plaży, poopalać się czy wreszcie zjeść świeże ryby i owoce morza przyrządzone po karaibsku. Barmani serwują wina, zimne lokalne piwo Cristal i słynne kubańskie drinki. Wracamy do domu? Nunca! („Nigdy!”) – jak zakrzyknęliby radośnie Kubańczycy.

 

Rejs katamaranem u wybrzeży Varadero

66 Catamaran 12x7 F1

© CUBAN TOURIST BOARD

 

 

Malezja – azjatycki raj kulinarny

ZUZANNA CHMIELEWSKA

www.zuinasia.com 

 

<< Malezyjczycy najczęściej porównują swój kraj do lokalnego specjału – owocowo-warzywnej sałatki „rojak”. Są w niej wszystkie możliwe smaki, dodaje się tofu, ananasa, mango, ale też grillowane kalmary, surowego ogórka i pikantny, aromatyczny sos na bazie orzeszków, wyciągu z tamaryndowca i chili. Jest słodko, wytrawnie, ostro i kwaśno, miękko i chrupiąco. W Malezji jak w sałatce mieszają się różne wpływy kulturowe, języki i religie, a jednak wszystko tworzy przepyszną całość. >>

Więcej…